04.11.2008 Wersja do druku

Warszawa. "Hrabina Marica" w Operetce

O zazdrości Grzegorzewskiego, węgierskiej finezji i dowcipie oraz o aktorach w teatrze muzycznym mówi filmowa reżyserka, która przygotowuje operetkę "Hrabina Marica". Premiera w piątek.

Jak to się stało, że wybitna reżyser kina psychologicznego znów przygotowuje w Warszawie operetkę? Marta Meszaros [na zdjęciu]: Żyjemy w Europie Środkowej, w krajach o skomplikowanej historii i określonych uwarunkowaniach politycznych. I zawsze sądziłam, że reżyserzy mają tu do spełnienia szczególną misję. Muszą mówić prawdę o dziejach swego narodu, przypominać o wielu bolesnych sprawach, przestrzegać przed systemem totalitarnym, opowiadać o jego ofiarach. Ten nurt był mi rzeczywiście bliski i z tym rodzajem kina istotnie kojarzę się najbardziej. Ale przecież nie poprzestawałam na tego rodzaju filmach. Zrobiłam kilka produkcji muzycznych, które cieszyły się sporym powodzeniem nie tylko na Węgrzech. I kiedy Mazowiecka Operetka zaproponowała mi realizację kolejnej premiery, zgodziłam się natychmiast. Pamiętam, jak Jerzy Grzegorzewski powiedział mi kiedyś: "Bardzo ci zazdroszczę, że będąc kojarzona z tak poważnym reper- tuarem, robisz op

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Polacy w świecie węgierskiej operetki

Źródło:

Materiał nadesłany

Rzeczpospolita nr 258 - Życie Warszawy

Autor:

Jan Bończa Szabłowski

Data:

04.11.2008

Realizacje repertuarowe