Jak zapowiedziała, tak zrobiła. Grażyna Szapołowska (58 l.) poszła do sądu. Aktorka domaga się przywrócenia do pracy w Teatrze Narodowym, z którego po głośnej aferze została zwolniona przez Jana Englerta (68 l.).
Szapołowska [na zdjęciu] nie rzuca słów na wiatr. Po spektakularnym rozwiązaniu umowy o pracę zapowiedziała walkę w sądzie. Niedawno złożyła papiery w jednym z warszawskich sądów. Domaga się przywrócenia do pracy. Teraz czeka na pierwszą rozprawę. Chociaż jest pewna swego, gwiazda denerwuje się i nie chce rozmawiać o konflikcie z Englertem. - Dopóki sąd nie wyda wyroku, nie chcę tego komentować - wyznała jedynie w rozmowie z "Super Expressem". Aktorka straciła pracę w środę 13 kwietnia. Powód? Nie stawiła się na sobotnim spektaklu "Tango" Sławomira Mrożka, w którym grała jedną z głównych ról. W tym czasie gwiazda zasiadła w jury emitowanego na żywo show telewizyjnej Dwójki "Bitwa na głosy". I choć aktorzy spektaklu do ostatniej minuty czekali za kurtyną, pani Grażyna do teatru nie przyszła. Dyrektor artystyczny Jan Englert osobiście musiał wyjść na scenę i przepraszać około 150 widzów. Spektakl się nie odbył.