„Wady postawy” Ingrid Lausund w reż. Pawła Aignera w Teatrze Ochoty w Warszawie. Pisze Rafał Turowski na stronie rafalturow.ski.
Rzecz dzieje się w korporacji – raczej w pokoiku kawowym i na papierosie niż w gabinecie szefa, który pozostaje za drzwiami. Co takiego dzieje się za tymi drzwiami, że do rozmowy z przełożonym wchodzi Mr Jekyll, a wychodzi Mr Hyde? Ile jesteśmy w stanie, chcemy lub musimy znieść upokorzeń i nieprzyjemności, by zachować jak najlepszy obraz w oczach szefa, a więc pośrednio – także pracę? Co naprawdę myślimy o naszych kolegach z biura? Czy nasz uśmiech, ta codzienna korytarzowa uprzejmość, to jedynie maska, za którą kryją się niemal zwierzęce instynkty? Wreszcie – czy najważniejszą cechą dobrego pracownika powinien być konformizm? Być może pracownicy wielkich firm odbiorą ten spektakl zupełnie inaczej niż samozatrudnieni czy osoby działające w butikowo niewielkich przedsięwzięciach. Wady postawy zdają się być bowiem przede wszystkim satyrą na korporacyjną rzeczywistość – pytanie tylko, na ile wciąż aktualną?
Tekst powstał ponad 20 lat temu i odnalazłem w nim coś, co trochę trąci myszką. Może dlatego, że opresyjnego pracodawcę dziś można bez większego kłopotu wymienić na takiego, który nie upokarza, nie ośmiesza i nie posługuje się korporacyjnym hr-owym bełkotem. Choć – z drugiej strony - maski, jakie i dziś wkładamy już w firmowych windach, nie różnią się zbytnio od tych, jakie w swoim miejscu pracy nosili nasi bohaterowie.
Mimo to (a może właśnie dlatego) spektakl ogląda się bardzo dobrze. Paweł Aigner i fantastycznie utalentowany zespół aktorski bawią się słodko wymagającą niezwykłej precyzji formą. A tekst – „niesie”, zmieniając tonację właściwie co chwilę: z groteskowej w niemal tragiczną, z tragicznej w komiczną, i - odwrotnie.