Do najnowszego programu Syreny "Czołowe zdarzenie" napisał Maciej Karpiński felieton "Prawie kabaret?" w którym - chwaląc w programie do programu to przedstawienie - trafił w sedno: nowa Syrena zdecydowanie zerwała z zastałymi nawykami starej. A więc okazało się to możliwe! Padł ostatni bastion spleśniałej w ciągu 40 lat tradycji międzywojennej. Wzdychamy do niej w filmach retro, wzdychamy jeszcze i w Syrenie na "Wielkim Dodku"; ale tak po prawdzie mamy już tego wzdychania po uszy. Mówię w swoim imieniu, ale sądzę, że młodsi myślą podobnie. Wszyscy społem mieliśmy już dość minoderii i staroci. Piszę to, jakem, nie ukrywając, rówieśnik Qui pro Quo. Działalność Pietrzaka obserwował Karpiński "bacznie od dawna". Ja - nie. Tym mi łatwiej powiedzieć, że "Czołowe zdarzenie" jest nie tyle "prawie kabaretem", ile "prawie rewią" - rewią odnowioną, otrzepaną z kurzu sztamp i szablonów, ba, mówiąc emfatycznie: unowocześnioną. Syrena jest teat
Tytuł oryginalny
W Syrenie i w Kwadracie
Źródło:
Materiał nadesłany
Perspektywy nr 17