02.12.2006 Wersja do druku

W studiu nikt mnie nie pogania

- W radiu tworzymy teatr wyobraźni, który odwołuje się przede wszystkim do wrażliwości słuchacza, do jego pejzażu wewnętrznego. Rzecz polega bardziej na rozpoznaniu osobowości granego przeze mnie bohatera niż jego cech zewnętrznych - mówi MARIUSZ BENOIT, laureat Wielkiego Splendora 2006.

Krzysztof Feusette: Pana najnowszą rolą radiową jest Sajetan Tempe w "Szewcach". Witkacy pisał o rewolucji, po której zatriumfuje kultura masowa. Pan nie poddał się jej dyktatowi i wywiadów udziela raz na kilka lat. Dlaczego? MARIUSZ BENOIT: Wolę opowiadać osobie poprzez to, co robię na scenie. Jeżeli widzowie uwierzą w postać, którą gram, w zupełności mnie to satysfakcjonuje. W kinie najczęściej obsadzane są gwiazdy, a pan ucieka przed popularnością? - Inaczej nie byłbym w zgodzie ze sobą. Rozumiem wymogi wolnego rynku i marketingu, być może rzeczywiście tracę sporo propozycji ekranowych. Myślę jednak, że ludzie, na których mi zależy, wiedzą, co robię. Czuję się zażenowany, kiedy słucham artystów znających odpowiedź na każde pytanie. Wydaje mi się, że stan, w którym człowiek wie wszystko, to wewnętrzna martwota. Przecież urok życia polega również na tym, że ciągle coś się zmienia. Stale pojawiają się nowe pytania. Szuk

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

W studiu nikt mnie nie pogania

Źródło:

Materiał nadesłany

Rzeczpospolita nr 281

Autor:

Krzysztof Feusette

Data:

02.12.2006