PO pięciu dziewicach helleńskich wzdychających do Achillesa, z kolei pięć dziewic hiszpańskich opętanych miłością do urodziwego Pepe el Romano. Kameralna scena Teatru Polskiego ma szczególne szczęście do szaleństw seksualnych. Tym razem jednak młodzieniec nie zjawia się na scenie. Krąży tylko dokoła domu, w którym owdowiała Bernarda Alba zamknęła swe córki, nie pozwalając im na żadne kontakty ze światem w ciągu ośmiu lat żałoby po mężu i ojcu. W atmosferze omal klasztornego zamknięcia rodzą się potworne kompleksy, dochodzą do głosu prymitywne instynkty, doprowadzające do tragicznego konfliktu. Anegdota "Domu Bernardy Alba" zaskakuje widownię. Wydaje się dziwaczna i śmieszna, jeśli próbujemy wyłuskać ją nagą z poetyckiego dramatu, wyrosłego zresztą ze specyficznych tradycji obyczajowych. Ale nie anegdota decyduje o randze tego utworu, który jest szczytową pozycją dramaturgii Lorki. I na pewno warto było zagrać go w Warszawie. Ostatn
Tytuł oryginalny
W strasznym domu kobiet
Źródło:
Materiał nadesłany
Życie Warszawy nr 88