EN
30.12.2013 Wersja do druku

W labiryncie mistrza

- Pomyślałem, że chciałbym coś oddać z tego, co dostałem w kraju - przecież cała moja edukacja była w Polsce, wyjechałem za granicę jako ukształtowany artysta, by uczyć innych. Chciałem w Lusławicach stworzyć miejsce edukacji dla młodych zdolnych muzyków, niekoniecznie kompozytorów, raczej wykonawców - mówi KRZYSZTOF PENDERECKI.

Z KRZYSZTOFEM PENDERECKIM, kompozytorem, rozmawiała Kornelia Koba Urodził się Pan w Dębicy i tam spędził dzieciństwo. Czy już wtedy zainteresowała Pana muzyka? - W takim mieście jak Dębica przed wojną nie było żadnej muzyki, tylko od czasu do czasu przyjeżdżali muzycy i organizowano koncerty - zdarzało się to może dwa razy w roku. Miałem jednak szczęście, bo mój ojciec grał na skrzypcach. Wprawdzie nie zawodowo, bo był adwokatem, lecz często grał amatorsko, kiedy przychodził z pracy. Pewnego dnia, a było to jeszcze przed wojną, gdy nie miałem nawet sześciu lat, dał mi do ręki skrzypce. Potem załatwił nauczyciela, do którego chodziłem na lekcje, ale nie chciałem się u niego uczyć, więc ojciec znalazł drugiego, potem trzeciego pedagoga, aż wreszcie trafiłem na takiego, który mną pokierował. Czy wracał Pan do rodzinnego miasta, kiedy był Pan już słynnym kompozytorem? - Do miejsca urodzenia i swojej rodziny wraca się najczę

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

W labiryncie mistrza

Źródło:

Materiał nadesłany

Temi nr 52/1/25-12-13/01-01-2014

Autor:

Kornelia Koba

Data:

30.12.2013