04.07.2006 Wersja do druku

W Kazimierzu wiedźmy zamieniają się w dobre duchy

- Mój najbardziej ulubiony dramaturg Antoni Czechow zawsze twierdził, że największy aktor jest jak dziecko, że potrafi płakać i śmiać się równocześnie. To jest ta ogromna tajemnica, że można w połowie słowa zacząć śmiechem, a skończyć słowo płaczem - mówi warszawski aktor WIESŁAW KOMASA.

Grzegorz Józefczuk: Jak jednym gestem, jednym słowem rozbawić widza albo doprowadzić go do łez? Wiesław Komasa*: - Do tego się dochodzi, ciągle szuka się odpowiedzi na to pytanie. Mój najbardziej ulubiony dramaturg Antoni Czechow zawsze twierdził, że największy aktor jest jak dziecko, że potrafi płakać i śmiać się równocześnie. To jest ta ogromna tajemnica, że można w połowie słowa zacząć śmiechem, a skończyć słowo płaczem. Najbardziej nieoczekiwana sytuacja, jaka się Panu w pracy aktorskiej zdarzyła? - Niedawno w Gdyni grałem gościnnie "Kartotekę" i w prostej sytuacji scenicznej, stojąc na krześle i rzucając sznur za siebie w kierunku chóru, z którym dialogowałem, poczułem ze lecę w publiczność. Odwróciłem się, ratując - i... złamałem rękę. Były dwie możliwości. Powiedzieć przepraszam, życie wygrało z teatrem w tym momencie. I druga, a jestem wychowankiem szkoły krakowskiej, wedle której właściwie aktor może

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

W Kazimierzu wiedźmy zamieniają się w dobre duchy

Źródło:

Materiał nadesłany

Gazeta Wyborcza - Lublin nr 154

Autor:

Grzegorz Józefczuk

Data:

04.07.2006