Łagodny, trochę zamyślony, liryczny - taki jest GRZEGORZ TURNAU w swoich piosenkach. Choć jest dzieckiem Krakowa i Piwnicy pod Baranami, niedawno pozwolił nam znów docenić urok Kabaretu Starszych Panów.
Jaki miał Pan miniony rok? - Dość ważny, wypełniony pracą, ale i podróżami. Doprowadziłem do realizacji kilku przedsięwzięć i rozpocząłem nowe, które będę kontynuował. Myślę o muzyce teatralnej ("Balladyna" w Teatrze Polskim w Warszawie), galowych koncertach (m.in. jubileuszowy występ na Studenckim Festiwalu Piosenki w Krakowie i koncert poświęcony pamięci Zbigniewa Herberta), a także początek nagrań do najnowszego albumu. Przede wszystkim wydałem kolejną płytę, pierwszą, gdzie nie występuję w roli kompozytora, z utworami Jeremiego Przybory i Jerzego Wasowskiego "Cafe Sułtan". Co by Pan uznał za swoje najważniejsze sukcesy? - Nie jestem człowiekiem, który nadmiernie pasjonuje się sobą, więc trudno mi mówić o sukcesach. Wydaje mi się, że to utrzymanie przyjaźni muzycznych z artystami, z którymi współpracowałem i zawarcie nowych znajomości. Chodzi o spotkania z muzykami jazzowymi, z Wojciechem Majewskim i Tomaszem Szukalskim na