18.02.2020 Wersja do druku

Vanda na Żelaznym Tronie

Na krakowskim festiwalu Opera Rara Karolina Sofulak wystawiła "Vandę" Antonína Dvoraka. Szkolna historia o "Wandzie, co Niemca nie chciała" nabiera tu barw, głębi i współczesnych kontekstów. - Vanda ofiarowuje swoje życie w zamian za przetrwanie swojego ludu, ale ja nie widzę jej jako ofiary, tylko kogoś, kto rozumie wagę swojej roli jako władczyni - mówi nam reżyserka. Rozmowa Agnieszki Drotkiewicz w Vouge.

Na Festiwalu Opera Rara w Krakowie wyreżyserowałaś "Vandę" Antonína Dvořáka. Jednym z ważniejszych tematów tej opery jest sprawowanie władzy. Patrząc na królową Vandę w twoim przedstawieniu, pomyślałam o premier Nowej Zelandii, Jacindzie Ardern. Pamiętam nagłówki gazet w zeszłym roku po zamachu terrorystycznym: "Jacinda Ardern pokazuje światu, czym jest prawdziwe przywództwo". Dla Vandy, tak jak i dla Jacindy Ardern, władza to służba, odpowiedzialność, a nie zaspokajanie własnych ambicji. - Tak, a także odwaga, by stanąć w obronie innych. W tej operze przeciwstawiono dwa sposoby sprawowania władzy: dogmatyczne, egoistyczne podejście arcykapłana, i to reprezentowane przez Vandę. Jest ono nie tyle kobiece, co wspólnotowe. Nie chodzi tu o wojnę pomiędzy płciami, ale o zderzenie starego i nowego - system patriarchalny kontra egalitarny. Libretto tej opery, momentami uroczo naiwne, dało nam inspirację. Znaleźć w nim można jaskółki demokracji: z

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Vanda na Żelaznym Tronie

Źródło:

Materiał nadesłany

Vouge online

Autor:

Agnieszka Drotkiewicz

Data:

18.02.2020