24.09.2007 Wersja do druku

Uwielbiam chodzić śladami

- Ktoś może powiedzieć, że jestem wapniak, że nie wiem, co się dzieje, że nie jestem wyczulony na współczesność. Dziś jednak w teatrze za wszelką cenę chce się szokować. Boli mnie to, że nie treść jest ważna, tylko forma, że jest dziś jej przerost - mówi JANUSZ ZAKRZEŃSKI, aktor Teatru Polskiego w Warszawie.

Z Januszem Zakrzeńskim, wybitnym polskim aktorem, i jego żoną Barbarą rozmawia Piotr Czartoryski-Sziler. Urodził się Pan we dworze w Przededworzu na Kielecczyźnie w rodzinie ziemiańskiej. Jakie wartości wyniósł Pan z domu? Na co rodzice kładli szczególny nacisk w Pana wychowaniu? - Ojciec był szalenie wymagający i ostry, natomiast mama była przedobrym człowiekiem. I to chyba po niej wziąłem tę dobroć i wybaczenie, które jest bardzo ważne. Najgorszą rzeczą jest bowiem zawziętość. Mogę się na kogoś obrazić, ale nie mogę być zawzięty, uparty w zawiści, w nienawiści. Dlaczego u mnie w ogrodzie rośnie lipa? Dlatego że uwielbiam zapach lip, który został mi jeszcze z Przededworza. A dlaczego są orzechy laskowe? Bo ojciec chodził między nimi w Przededworzu i rozłupywał je scyzorykiem. To takie drobne rzeczy, które zapamiętałem. Nie będę ukrywał, że pamiętam 1939 rok i polskiego żołnierza płaczącego po klęsce wrześniowej. Tego nie

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Uwielbiam chodzić śladami

Źródło:

Materiał nadesłany

Nasz Dziennik nr 222/22-23.09

Autor:

Piotr Czartoryski-Sziler

Data:

24.09.2007