13.07.2010 Wersja do druku

Uśmiech klauna Petera Sweeta

O XXIII Międzynarodowym Festiwalu Teatrów Ulicznych w Krakowie pisze Paweł Głowacki w Dzienniku Polskim.

Gdy w 117 minucie meczu o wszystko Andres Iniesta, pozostając przy życiu, przechodził na południu Afryki do wieczności, klaun Peter Sweet zmartwychwstawał na Rynku Głównym. W "Zwisie"? Pewnie tak. W "Zwisie", łykając coś zimnego, dużego, żółtego. Dochodziła 23.00. Nikt nie widział zmartwychwstania. Wszyscy oglądali wielki finał Holandia - Hiszpania, wszyscy widzieli podanie Fabregasa do Iniesty i wszyscy wzlecieli, widząc, co uczynił Iniesta. Ryk miasta zagłuszył trzepot piłki w siatce Holandii. Świat nie jest sprawiedliwy. Owszem, nie. Lecz czy ktoś obiecywał sprawiedliwość? Rzecz w tym, że Peter Sweet nie miał pretensji. Dzień w dzień, cztery razy z rzędu, pokazywał na festiwalu teatrów ulicznych swe cyrkowe cudeńka. Gdy do żaru kapiącego z nieba dodać idące od płyty Rynku Głównego albo Małego Rynku, niewidzialne płomienie - na wysokości głowy musiało być 50, 60 stopni. W tym ogniu Sweet grał. Dzień w dzień. A wieczorami zmartwy

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Uśmiech klauna Petera Sweeta

Źródło:

Materiał nadesłany

Dziennik Polski nr 160 online

Autor:

Paweł Głowacki

Data:

13.07.2010

Festiwale