- Jelinek rzuca 80 stron litego tekstu na pożarcie reżyserowi, dramaturgowi, aktorom i mówi: róbcie, co chcecie. Stawia wyzwanie, prowokuje twórców teatralnych, żeby wytworzyli na poziomie widowiska taki język teatralny, który będzie w stanie dźwignąć jej tekst. Mówi też, że można go ciąć, wyrzucać, robić z nim, co się chce - mówi Maja Kleczewska przed dzisiejszą prapremierą sztuki Elfriede Jelinek "Babel" w Teatrze Polskim w Bydgoszczy.
W zderzaniu form, w "pomiędzy", mogą powstać nowy teatr, nowe jakości, nowy język mówienia o człowieku - tłumaczy MAJA KLECZEWSKA, która w Teatrze Polskim w Bydgoszczy przygotowuje "Babel" wg Elfriede Jelinek. Premiera 5 marca Jelinek powiedziała kiedyś "Aktorzy powinni mówić to, czego żaden człowiek w życiu nie mówi, ponieważ teatr to nie jest życie". Czy pani by się pod tym zdaniem podpisała? Maja Kleczewska: Trudne pytanie. Między teatrem a życiem musi istnieć jakaś więź, pomost. Nie chodzi o to, żeby życie odwzorowywać w skali jeden do jednego, ale o to, żeby znaleźć związek pomiędzy życiem a teatrem. Związek, który pozwoli uzasadnić sens teatru w ogóle. On musi nam przecież coś o życiu mówić: w wypreparowanym świecie powinniśmy się rozpoznać i odnaleźć. I w tym dla pani tkwi sens teatru? - Tak. Teatr nie jest odzwierciedleniem, ale esencją, destylacją fragmentów, warstw rzeczywistości. Jest metaforą. Grą z