I tak się stało. Odchodziła, czując, że jest kochana. Spełniona
jako kobieta, matka i aktorka. O swoich spotkaniach i pożegnaniu z Darią Trafankowską opowiada Dorota Wellman.
Daria znaczy "utrzymująca dobro". Kiedy ją poznałam, zrozumiałam, jak to wyjątkowe imię do niej pasuje. Ona sama przyznawała publicznie: - Mam niemal ewangeliczną potrzebę, żeby wszystkich godzić i uczyć, by potrafili dostrzegać to, co w innych dobre. Daria. Dla przyjaciół: Dusia. Spotkanie pierwsze Umówiona z Duśką na pierwszy wywiad, wspinałam się po schodach starej kamienicy w śródmieściu Warszawy. Daria mieszkała na strychu. Mało miejsca, pełno książek - tak zapamiętałam jej mieszkanie. Jakieś takie wąskie i długie. Ona je kochała. Niefunkcjonalną rurkę uważała za raj na ziemi. Dopiero niedawno zaczęła wspominać coś o domu, ogrodzie, przestrzeni. Duśka była minimalistką. Nie potrzebowała wiele, nie otaczała się rzeczami, nie dążyła do luksusu. O pieniądzach mawiała, że są jej potrzebne "dla spokoju duszy". Choć spotkałyśmy się pierwszy raz w życiu, poczułam, że ją znam od dawna. Powalała jej otwartość i bezpo�