W 60-lecie śmierci Franza Kafki mamy w stolicy pewnego rodzaju replikę Paryża, gdzie urządzono niedawno cały festiwal kafkowski, na czele z wyróżniająca się wystawą "Le Siecle de Kafka" w centrum im. Pompidou. Warszawa jest skromniejsza, wystawy nie urządziła, ale za to gra się tu sztuki o Kafce ("Pułapka"), i samego Kafkę ("Proces" w Teatrze Małym). Pomimo ogromnego wzięcia u krytyków jest autor "Procesu" nadal pisarzem nieznanym. Powiem więcej: jest pisarzem zagadanym, zmistyfikowanym. W rozmowach wymienia się często "dyżurne" tytuły jego dzieł, ale o ich istotnej treści mało kto wie coś pewnego. Wychodzi to na jaw, gdy np. mowa o "Procesie": słyszy się więc o "studium zagrożenia", o "bezbronnej jednostce wobec systemu przemocy", o "prefiguracji orwellowskiego koszmaru", słowem same banały, odpowiednie do nastrojów tej części tzw. środowiska, która nawet bajkę o sierotce Marysi i krasnoludkach gotowa przeinterpretować
Tytuł oryginalny
Udręka Piotra K.
Źródło:
Materiał nadesłany
Trybuna Ludu nr 163