Wiem, że upływa czas, i chciałbym, żeby ktoś inny też zaczął ten teatr kształtować. Więc nie chodzi mi o ucznia, o syna, ale o następcę, kontynuatora. Myślę, jak zrobić psikusa sobie i światu. Uciec przed martwotą, stereotypem, przed konwencją. Najkrócej mówiąc, przed śmiercią - mówi ANDRZEJ DZIUK, reżyser, dyrektor Teatru im. Witkiewicza w Zakopanem.
Łukasz Drewniak: Pamiętam, jak na samym początku pana pracy w Teatrze Witkacego w Zakopanem (25 lat temu!) definiował pan teatr jako wędrowanie, miejsce, gdzie odbywają się "rozmowy istotne". Tłumaczył pan również, że "z gór bliżej do Boga". To dalej są dla pana hasła kluczowe? Znalazł pan to, czego szukał? Andrzej Dziuk [na zdjęciu]: - Gdybym znalazł, prawdopodobnie nie byłoby mnie już tutaj. Lubię analogię teatr-wędrowanie. Przez wiele lat posługiwałem się kategorią "pielgrzymowania w sztuce", ale dziś bałbym się używać tak mocnych sformułowań. Ł.D.: Bo pan jest już kimś innym czy po prostu czasy się zmieniły? - Wszystko się zmieniło. Wszystko cały czas się zmienia. Nie wiem, co to jest dzisiaj, bo to dzisiaj każdego dnia jest już inne. Sens słów o "wędrowaniu w teatrze" ocalał, ale ich brzmienie - nie. Dziś, jeśli wypowiada się takie hasła, to trzeba od razu przepraszać za ukryty w nich patos. Kiedy mówimy, że zajmujemy się