04.08.2016 Wersja do druku

Tylnymi schodami do nieba?

"Madame de Sade" Yukio Mishimy w reż. Macieja Prusa w Teatrze Narodowym w Warszawie. Pisze Hanna Karolak w Gościu Niedzielnym.

Między erosem a tanatosem, czyli dopisywanie ideologii do deprawacji. Fascynacja złem, nawet jeœli stanowi ono tworzywo literackie, musi się skończyć źŸle. W "„Madame de Sade", sztuce wybitnego pisarza japońskiego Yukio Mishima, wystawionej przez Macieja Prusa w Teatrze Narodowym, sam markiz na scenie nie występuje. Wprawdzie w finale stoi u drzwi bohaterek, prosząc o audiencję, ale zostaje odprawiony z kwitkiem. Jednak jego uwodzicielska (czytaj: niszcząca) siła wpływa na życie bohaterek. Zakochana w nim œślepo żona odczytuje jego uczynki jako kwintesencję wolnośœci. „Układa zło na zło i wspina się na szczyt tej góry. Jeszcze mały wysiłek i palcami dotknie wiecznośœci. "Alfons zbudował tylne schody do nieba" - wyznaje. Okazuje się jednak, że tylnymi schodami do nieba trafić się nie da. Rozkosz, œśmierć i próba zrozumienia istoty bytu - oto, co stanowi sens wysiłków człowieka. Czy nie dlatego Prus sięgnął po ten przewrotny tekst, że

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Tylnymi schodami do nieba?

Źródło:

Materiał nadesłany

Gość Niedzielny nr 32/7.08

Autor:

Hanna Karolak

Data:

04.08.2016

Realizacje repertuarowe