Cały wieczór czekałam, aż {#os#288}Wardejn{/#} oderwie się od tekstu i zacznie naprawdę grać Zenka. Ale się nie doczekałam. Na scenę wychodzi dojrzały mężczyzna. Przedstawia się jako Zenek i proponuje widzom spotkanie. Chciałby im poczytać notatki przywiezione z podróży do Stanów. Robił je codziennie, od początku swego pobytu w Nowym Jorku, w jego polskiej dzielnicy Greenpoint (gdzie z każdego niemal punktu widać Manhattan). Mężczyzna (w tej roli Zdzisław Wardejn) siada przy stole i właściwie przez cały spektakl czyta, czasem tylko odrywając się od zapisków, aby wstać i powiedzieć coś wprost do widowni. Notatki opowiadają całą historię jego "amerykańskiego snu" - jak próbował robić interesy w Ameryce, jak pracował na czarno, jak starał się o azyl, jak zakochał się w Iwonie i tak dalej. Jesteśmy na spektaklu, w którym głośna lektura tekstu zastępuje spójne poprowadzenie roli. To oczywiste, że taki był p
Tytuł oryginalny
Tylko przez uszy
Źródło:
Materiał nadesłany
Głos Wielkopolski Nr 25