Nie chodzę do teatru. Dlaczego? Ciąży nade mną teatralne fatum. A jeśli nawet faktycznie tak nie jest, to przynajmniej dobrze to brzmi - pisze Ewa Morka w natemat.pl.
Jeżeli już przełamie się i uznam, że średnio kulturalna osoba naprawdę od czasu do czasu powinna się do teatru wybrać, to taka arcyrzadka wizyta tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że z teatrem współczesnym nie jest mi po drodze. Może powinnam wybierać repertuar ściśle klasyczny, tradycyjnie wystawiany, mówiący wyłącznie o sprawach zasadniczych i ważkich i porzucić teksty współczesne, gdyż od teatru oczekuję czegoś innego niż drobiazgowe odwzorowywanie codzienności. A może po prostu nie odpowiada mi moda na dosłowne pokazywanie na scenie wszystkiego - z gołym tyłkiem na czele. "Anioły w Ameryce" w reżyserii Krzysztofa Warlikowskiego, które niedawno obejrzałam (wiem, wiem, jestem strasznie zacofana, wszyscy już dawno to widzieli) poza przemyśleniami w stylu: "Trzeba było wziąć kanapki, czemu te krzesła takie niewygodne? (spektakl trwa ok. 5 godzin)" upewniły mnie, że jestem osobą kompletnie nienowoczesną i niepostępową, skazaną na cho