06.05.2020 Wersja do druku

Twórcza samorność. Improwizacje

- Coś trzeba robić, aby nie zakopać się w beznadziei, w nic-nie-robieniu - mówi performerka Monika Wińczyk. - Jednak próba ratowania sytuacji artystów i przenoszenie wszystkich działań do sieci nie zadziała równo, bo pewne formy bardziej się nadają do tego, a inne mniej - dodaje artysta dźwiękowy Hubert Wińczyk.

Co u was słychać? Monika Wińczyk: U nas wesoło cały czas. Hubert Wińczyk: Niedawno przeprowadziliśmy się z powrotem na Łazarz. Nie było ciężko w tak specyficznym czasie, jak obecny? H.W.: Było, ale właśnie z powodu tego specyficznego momentu przeprowadziliśmy się. Jednym z czynników był powód ekonomiczny, bo nas też dotknęły ograniczenia związane z tym, w jaki sposób pracujemy. M.W.: Ale o dziwo poszło nam to zdecydowanie lepiej, niż w okresie przed kwarantanną. Panowała dyscyplina, robiliśmy to sprawnie. A wydawało się, że przeprowadzka będzie koszmarem. Czym się zajmowaliście na co dzień? M.W.: Byłam związana z Psem Andaluzyjskim. Robiłam też różne rzeczy "dookołoartystyczne", jak performensy, występy, akcje, happeningi. W styczniu związałam się z kolektywem Zemsta, akurat zaczęłam tam pracę w kuchni. Sporo udało mi się dowiedzieć w krótkim czasie. Teraz niestety wiele miejsc jest zamkniętych - w tym i Zemst

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

TWÓRCZA SAMOTNOŚĆ. Improwizacje

Źródło:

Materiał nadesłany

kultura.poznan.pl

Autor:

Rozmawiał Marek S. Bochniarz

Data:

06.05.2020

Tematy w toku