EN
17.02.2022, 12:00 Wersja do druku

Twórcy o spektaklu „W co wierzą Polacy”

fot. mat. teatru

To spektakl o tym, że jesteśmy różnorodni, ale w jakiś sposób połączeni wspólną niewiedzą o tym, co dalej... - o pracy nad spektaklem „W co wierzą Polacy” we Wrocławskim Teatrze Współczesnym mówią Szymon Kaczmarek, reżyser i Żelisław Żelisławski, autor adaptacji, dramaturg.

Dlaczego reportaż Tomasza Kwaśniewskiego W co wierzą Polacy? Śledztwo w sprawie wróżek, jasnowidzów, szeptuch… jest świetnym materiałem na scenę?

Szymon Kaczmarek, reżyser: Kwaśniewski w swoim reportażu pokazuje zaskakująco kolorowy obraz Polski, pełnej wierzeń, duchów, zabobonów, wróżb, ezoteryzmu. Odsłania przed nami niejednorodny, bardzo bogaty, trochę dziwaczny obraz polskiej duchowości, nieco na przekór obowiązującej podskórnie tezie o Polsce jednorodnej, spójnej i katolickiej. To napięcie, ten wewnętrzny konflikt, to coś, co mnie zaciekawiło.

Książka W co wierzą Polacy? jest wielowątkowa, prezentuje sporą galerię bohaterów, w dodatku mamy w niej bardzo wyrazistą i znaczącą obecność samego reportażysty. Co było największym wyzwaniem dla autora adaptacji?

Żelisław Żelisławski, autor adaptacji, dramaturg: Mówi się, że od przybytku głowa nie boli, ale w przypadku książki Kwaśniewskiego to nieprawda. Pełno w niej barwnych postaci i fascynujących opowieści – siłą rzeczy musieliśmy dokonać selekcji zdarzeń, łączyć kilka postaci w jedną i przeplatać ze sobą wątki, żeby jakoś zmieścić się z tym wszystkim na scenie teatru. Żywiołem książki Kwaśniewskiego jest rozmowa, ale przenosząc ją na scenę musieliśmy poszukać trochę innego wehikułu narracyjnego niż chodzenie z narratorem za rękę po gabinetach wróżek, jasnowidzów i księży. Szczególnie, że autor wszystkiego próbuje na sobie, nie spotyka się z klientami, a bez nich ten obraz wydawał nam się niepełny – dlatego też z przemyconych gdzieniegdzie w tekście informacji staraliśmy się zbudować obraz odbiorców usług ezoterycznych, ich tęsknot, motywacji i problemów. Dlatego też w spektaklu znajdujemy się we wspólnej przestrzeni ezoterycznego biura, trochę jak jasnowidz z książki, który ze względu na koszty dzieli swoje miejsce pracy z sześcioma fryzjerami.

Ezoteryczne biuro, czyli wróżby, horoskopy, kontakty z duchami, magiczne zaklęcia, odczynianie uroków i pytania o sprawy ostateczne w jednym miejscu – na Dużej Scenie WTW. Jaką formę będzie miało widowisko, nad którym pracujecie?

Szymon Kaczmarek, reżyser: Idąc trochę za tą różnorodnością postaci i zdarzeń, o której mówimy, projektujemy również różnorodną strukturę dramatyczną. Korzystamy z klasycznej komedii, musicalowych pieśni, ale także formy otwartej na widza w stylu wykładów TEDx.

Czy będzie to zatem sztuka o wróżbiarskim biznesie i tych, którzy go tworzą, czy raczej o swoistej ucieczce od odpowiedzialności za własne życie? Potrzebie wiary, że jest jakaś inna pozazmysłowa energia, która wpływa na nasze życie? A może jeszcze o czymś innym?

Szymon Kaczmarek, reżyser: I o tym i o tym. Staram się z wyrozumiałością spojrzeć na grupy wróżących freaków i korzystających z ich usług klientów. To spektakl o tym, że jesteśmy różnorodni, ale w jakiś sposób połączeni wspólną niewiedzą o tym, co dalej... Z naszym życiem tu na ziemi i po śmierci. Myślę, że ta niewiedza to coś, co tworzy wspólnotę. Wspólnotę bezradności wobec dojeżdżającej nas rzeczywistości. Patrzę na wizytę u wróżki i widzę ludzkie problemy, zagubienie, ale też chęć zmiany i odwagę w poszukiwaniu odpowiedzi w miejscu wyklętym. Kwaśniewski pokazuje nam różne rodzaje wiary, marginesy przekonań. Bo okazuje się, że tkamy nasze religijno-filozoficzne konstrukcje z tego, co mamy pod ręką, często z rzeczy wzajemnie sprzecznych i nawzajem się wykluczających. Trochę to śmieszne, trochę straszne, ale koniec końców stajemy przed pytaniem ostatecznym.

Jak sądzicie, dlaczego chcemy wierzyć właśnie wróżkom, bioenergoterapeutom, mediom kontaktującym się z duchami? Przecież zgodnie z ostatnimi danymi GUS – aż 32,4 mln Polaków zostało ochrzczonych, więc w zasadzie zabobonów powinniśmy się wystrzegać.

Żelisław Żelisławski, autor adaptacji, dramaturg: Nie sądzę żeby akurat chrzest dawał szczególną ochronę przed zabobonami. Nie jest to żaden miernik przywiązania do katolickiej doktryny. Książka Kwaśniewskiego dowodzi, że życie duchowe Polaków przypomina raczej konglomerat niż doskonały kryształ. Indywidualna duchowość rzadko daje się zamknąć w sztywnych ramach, jest przestrzenią wolności. Osobiście odpowiedzi na temat źródeł świadomości czy pochodzenia wiary szukam u neurobiologów i antropologów, a nie w pismach religijnych. Ale nawet racjonalne przekonanie o skuteczności metod naukowych nie likwiduje mojego intuicyjnego poczucia, że być może istnieje coś więcej niż dostrzegają zmysły. Paradoksalnie: im więcej jesteśmy w stanie wytłumaczyć, tym większa potrzeba niezwykłości. Kanadyjski psycholog Bruce Hood w swojej książce SuperSense stawia tezę, że ta wiara i potrzeba niezwykłości biorą się z intuicyjnego rozumowania, przy pomocy którego porządkujemy sobie świat jako niemowlęta, zanim jeszcze poznamy język i podstawowe pojęcia. I te niemowlęce intuicje na temat esencji i ukrytych sił działających w świecie tkwią w nas bardzo głęboko, bez względu na to czy w dorosłym życiu skłaniamy się ku myśleniu magicznemu czy naukowemu.

Być może właśnie dlatego, tak skomplikowane okazało się dla Tomasza Kwaśniewskiego, podczas pisania reportażu, znalezienie osoby lub instytucji, która zgodziłaby się na rzucenie na nią klątwy. Intuicyjnie boimy się „złej energii”. A jak jest z Wami?

Szymon Kaczmarek, reżyser: Nie chciałbym żeby ktokolwiek chciał mojej krzywdy. A tak rozumiem klątwę. Ale myślę, że czy tego chcemy czy nie, żyjemy w rzeczywistości pełnej złych intencji, zazdrości, czy radości z czyichś nieszczęść. Myślę, że już kilka klątw na mnie ciąży i kilka pewnie sam rzuciłem. Ale daleko mi do wiary w magię i rzeczywistą moc klątwy, która jest w stanie zniszczyć moje życie.

Żelisław Żelisławski, autor adaptacji, dramaturg: Nie do końca wierzę w miarodajność takiego eksperymentu, w którym ktoś za moją zgodą rzuca na mnie klątwę, nie dlatego że naprawdę źle mi życzy, a z czystej ciekawości czy to zadziała, czy nie. Ale czy chciałbym, żeby ktoś nienawidził mnie do tego stopnia, że pójdzie do osoby uprawiającej czary i zapłaci jej, żeby rzuciła na mnie klątwę? Nie chciałbym.

Źródło:

Materiał nadesłany