362. Krakowski Salon Poezji. Wiersze z "Podróży zimowej" Stanisława Barańczaka czytał Krzysztof Orzechowski. Śpiewał Andrzej Biegun. Pisze Paweł Głowacki w Dzienniku Polskim.
Żadnych podobizn, ani ogólnych, ani aptekarsko detalicznych. W większości ponad 600 pieśni, co je Franciszek Schubert skomponował do cudzych słów, chyba to jest najmocniej fascynujące. Przyjęło się tak: gdy w wierszu ciemność - to nuty ciemne, jak w słowach wicher - fortepian różą wiatrów, kiedy tematem śmiech - rechoczą pięciolinie, zaś opisane łkanie matki, pochylonej nad trupem syna, powtarzane jest szlochem strun. I tak dalej. U Schuberta - nic z tych rzeczy. Jałowa, pasywna kalkomania była poza jego geniuszem. Teksty Goethego, Novalisa, Scotta, Schobera, Seidla, Szekspira, Schmidta, Heinego, Mayrhofera, Rückerta, Klopstocka i Schillera - muzyka Schuberta nie była małpowaniem nastrojów tej liryki, nie staczała się do roli ilustracji, lustrzanego odbicia, pokornie za tekstem kuśtykającego akompaniamentu. Odpowiedź Schuberta na wierszowaną opowieść to nie muzyczna kalka wiersza, tylko samoistna intymna opowieść w nutach, co fenomenalnie tań