21.02.2008 Wersja do druku

Twarze czekają na angaże

Agencje aktorskie. Negocjują warunki umów, ustalają terminy nagrań, promują młodych artystów, robią zdjęcia próbne, wysyłają je producentom, pilnują castingów - pisze Janusz R. Kowalczyk w Rzeczpospolitej.

Coraz częściej kształtują też wizerunki podopiecznych, podpowiadając im, gdzie powinni bywać, komu warto udzielać wywiadów. O wszystkich tych sprawach aktorom i producentom łatwiej rozmawiać przez osoby trzecie. Pomocne, nie decydujące - Jestem w agencji prowadzonej przez przyjaciela, jednak propozycje ról w 99 proc. dostaję od osób zgłaszających się wprost do mnie - zdradza Henryk Talar. - Satysfakcjonujące, choć niesformalizowane kontakty mam też z innymi agencjami, dzięki którym kilka razy grałem w filmie. Nie wiem, czy agent, który opiekuje się kilkudziesięcioma podopiecznymi, o każdym pamięta. Agencja może pomóc w wyszukiwaniu epizodów, bo w znaczących rolach obsadzają aktora sami reżyserzy. - Agencje aktorskie są pomocne, ale nie decydujące - uważa reżyser Filip Bajon. - Zawsze wiem, kto powinien u mnie zagrać pięć głównych ról. Jeśli jednak natychmiast potrzebuję aktora do roli drugoplanowej, powierzam to agencjom. Czase

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Twarze czekają na angaże

Źródło:

Materiał nadesłany

Rzeczpospolita nr 42/19.02

Autor:

Janusz R. Kowalczyk

Data:

21.02.2008