03.04.2019 Wersja do druku

Trzydzieści lat później

"Stowarzyszenie umarłych poetów" po trzydziestu latach od premiery nie jest już tym samym wywrotowym dziełem. Czasy się zmieniły. Zmianie ulegli też uczniowie. Scenariusz Toma Schulmana wręcz prosi się o uwspółcześnienie, reinterpretację. To doskonały materiał dla teatru - pisze Marta Żelazowska z Nowej Siły Krytycznej.

John Keating, protagonista "Stowarzyszenie umarłych poetów", przywołuje na myśl Janusza Korczaka, wszak on też pragnął wychowywać podopiecznych w duchu szacunku i indywidualizmu. Dzieci bowiem, jak pisał, to przyszli ludzie. Film Petera Weira z 1989 roku oglądałam kilkakrotnie. Poruszająca historia pedagoga-pasjonata, inspirującego młodzież do nauki i samodzielnego myślenia, stosującego niekonwencjonalne metody nauczania, dla osób dorastających w latach dziewięćdziesiątych stała się kultowa. Wyrażała podświadomą tęsknotę za nauczycielem idealnym, naturalnym autorytetem, przewodnikiem wprowadzającym w meandry przedmiotu, a także dorosłego życia. Film wywarł na mnie i moich kolegach tak ogromne wrażenie, że kończąc podstawówkę i pragnąc wyrazić wdzięczność ukochanej wychowawczyni zachowaliśmy się tak, jak bohaterowie Weira - stanęliśmy na ławkach i wyrecytowaliśmy fragment wiersza Walta Whitmana "Kapitanie! Mój Kapitanie!". Nauczycielk

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Trzydzieści lat później

Źródło:

Materiał własny

Materiał własny

Autor:

Marta Żelazowska

Data:

03.04.2019

Tematy w toku

Realizacje repertuarowe