06.07.2017 Wersja do druku

Trzy oblicza Anny Lutosławskiej-Jaworskiej

- Wcielanie się w postaci sceniczne, docieranie do ich skomplikowanych niejednokrotnie wnętrz - może to uczyniło mnie inaczej pojmującą żywych ludzi? Ja obdarzałam je moim doświadczeniem, temperamentem, poczuciem humoru, a potem wystawiałam na widok publiczny... - mówi Anna Lutosławska-Jaworska, krakowska aktorka, malarka i pisarka, która 18 lipca obchodzić będzie dziewięćdziesiątą rocznicę urodzin.

Każdy ma wiele twarzy. Anna Lutosławska również. Ma twarz żony, która w przyszłym roku z Michałem Jaworskim (inżynierem) obchodzić będzie "złote gody"; twarz matki Bolesława (historyka sztuki, artysty fotografika), który wraz ze swymi dwoma synami mieszka w Cambridge; twarz pedagoga, który przez osiem lat wykładał w PWST, a teraz na Uniwersytetach Trzeciego Wieku; ma twarz podróżnika itd., itd. Nie na tych obliczach jednak chcę się tu skoncentrować. Zaciekawiły mnie inne. Nieczęsto przecież się zdarza, by ktoś - jak ta kobieta ukształtowana prze wojną, w rodzinie inteligenckiej - władał słowem i gestem równie sprawnie, jak piórem i pędzlem. Zatem przyjrzyjmy się tylko trzem obliczom Anny. Tym związanym ze sztuką... Pierwsze z nich 18-letnia Ania, z domu Redlich, ujawniła publicznie w 1945 roku. W "Wesołej Gromadce" - przedstawieniu Beksa wyreżyserowanym przez Marię Biliżankę. Oficjalny debiut nastąpił jednak rok później, w Teatrze Kame

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Trzy oblicza Anny

Źródło:

Materiał własny

Kraków nr 7/8

Autor:

Teresa Bętkowska

Data:

06.07.2017