29.07.2011 Wersja do druku

Trzeci wymiar Piny Bausch

Jej spektakle świetnie nadają się na kino 3D, ale Pina Bausch nigdy nie zgodziłaby się na ich filmowanie, gdyby nie zajął się tym jej przyjaciel Wim Wenders. Jego "Pina" zachwyciła na Berlinale, teraz można ją oglądać na Nowych Horyzontach - pisze Izabela Szymańska w Gazecie Wyborczej.

Dwa lata temu, w dniu, w którym zmarła Pina Bauch [na zdjęciu], jej zespół występował we wrocławskiej Operze. Po spektaklu "Nefes" tancerze dostali owację na stojąco. Ktoś z obsługi wystawił na scenę kosz białych róż. Widownia stała, klaskała, ale nikt nie wychodził do ukłonów. Im dłużej nie wychodził - tym brawa były donośniejsze. Obrazem pustej sceny, tym razem z teatru w Wuppertalu, rozpoczyna się "Pina" Wima Wendersa. Ale film jest nie tyle opowieścią o jednej z najważniejszych tancerek i choreografek ostatnich 40 lat, ile opowieścią o związkach grupy ludzi, którzy przez kilka dziesięcioleci robili wspólnie spektakle, żyli ze sobą i przyjaźnili się. Każdy z zespołu mówi o niej po prostu Pina (jej pełne imię to Philippine). Bardzo chuda, z gładko zaczesanymi długimi włosami z przedziałkiem, z kawą i papierosem w ręku. Taka jest na materiałach archiwalnych, których zaskakująco dużo udało się znaleźć reżyserowi - chore

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Trzeci wymiar Piny Bausch

Źródło:

Materiał nadesłany

Gazeta Wyborcza online

Autor:

Izabela Szymańska

Data:

29.07.2011

Tematy w toku