Dramatyczne widowisko Jana Klaty "Triumf Woli". Na widowni zapadła cisza. Jedni byli zachwyceni, inni zniesmaczeni
Spektakl trwał niecałe 30 minut. Nie miał linearnej akcji, typowych bohaterów. Klata chciał pokazać, jak naziści widzieli Powstanie. Przygotował kolaż obrazów, napisów. Towarzyszyły im drastyczne efekty dźwiękowe: wystrzały armat, bicie serca, głośna muzyka. Samolot zawieszony pod sufitem hali Muzeum Powstania Warszawskiego ogranicza przestrzeń. Stłoczeni widzowie siedzą w kilku długich rzędach krzeseł i na workach. Nad nimi i ze wszystkich stron wiszą duże ekrany. Naprzeciwko, niemal na wyciągnięcie ręki, w pozycji półleżącej statyści żołnierze. Tłoki ciasna przestrzeń wywołują niepokój. Już na samym początku z piersi żołnierzy trysnęła krew. Lała się do końca przedstawienia, wypełniała sterylne, przezroczyste naczynia. Klata wykorzystał też, pozornie banalne, efekty komputerowe. Nałożone na sceny z burzenia Warszawy wybuchy bomb przypominały sylwestrowe fajerwerki. Na zdjęcie dziewczynki wyciągającej rękę w geście nazis