"Król Roger" Szymanowskiego w Paryżu to triumf muzyki Karola Szymanowskiego i klęska inscenizacji Krzysztofa Warlikowskiego. O ile stronę muzyczną poprowadzono wręcz olśniewająco, o tyle reżyser dokonał w utworze wręcz skandalicznych ingerencji - pisze Jacek Hawryluk w Gazecie Wyborczej.
Paryż długo czekał na sceniczną wersję "Króla Rogera". Po ponad 80 latach od warszawskiej prapremiery (1926) dzieło Karola Szymanowskiego zostało wreszcie pokazane w Opera Bastille. Chciałoby się powiedzieć - lepiej późno niż wcale, choć w tym przypadku nie jestem tego taki pewien. O ile stronę muzyczną poprowadzono wręcz olśniewająco, o tyle reżyser dokonał w utworze wręcz skandalicznych ingerencji. Ale wyrafinowana publiczność paryska nie dała się nabrać - śpiewaków, chór i dyrygenta "noszono" wręcz na rękach, ekipę Warlikowskiego zaś wybuczano. I słusznie. Jeśli kiedykolwiek będziemy wspominać paryskiego "Rogera", to tylko za to, w jaki sposób został przygotowany muzycznie. Japoński dyrygent Kazushi Ono fenomenalnie poprowadził dzieło Szymanowskiego, wydobywając z partytury moc niuansów, szczegółów, przepięknie budując orkiestrowe kulminacje, inteligentnie współpracując z solistami. Ci zaś przeszli samych siebie. To była wym