20.08.2019 Wersja do druku

Traktuję widza bardzo poważnie

Myślę, że z takim samym zapałem i pasją mój zespół podchodzi do farsy, jak i do eksperymentu. I z tym samym podejściem do widza. Dlatego widz nie wychodzi z naszego teatru oszukany, zawiedziony czy w jakimś niedostatku - mówi Witold Mazurkiewicz - reżyser "Wszystko w rodzinie", najnowszego spektaklu Teatru Dramatycznego im. Aleksandra Węgierki w Białymstoku.

Czy jest Pan dzieckiem szczęścia? Poznaliśmy się w 1997 r. na organizowanym przeze mnie spektaklu w Suwałkach. Był Pan wtedy u progu swojej kariery zawodowej. Od razu 20 nagród za "Ferdydurke" Gombrowicza - drugi spektakl realizowany razem z Januszem Opryńskim z Teatru Provisorium. Jak wpływa na artystę sukces u progu kariery? - Sukces? No tak, sukces niewątpliwy. Teraz mogę o tym mówić z perspektywy czasu, bo wtedy oczywiście cieszyliśmy się z "Ferdydurke" i jej nagród. Dziś pewnie już niezliczonych. To był jakiś spektakularny sukces tego przedstawienia. Nie wiem, czy wtedy myślałem, jak to wpłynie na jakąkolwiek naszą karierę, bo myśmy poniesieni tym sukcesem "Ferdydurke" kilkanaście lat nie wysiadali z samochodu, samolotu - podróżowali po całym świecie z tym spektaklem. A później (może złe słowo, ale trochę prawdziwe) "odcinaliśmy kupony" od sukcesu "Ferdydurke" i podróżowaliśmy również z innymi spektaklami. Czy to się nazywa "być dz

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Źródło:

Materiał własny

Materiał nadesłany

Autor:

Jolanta Hinc-Mackiewicz

Data:

20.08.2019

Realizacje repertuarowe
Teatry