10.05.2014 Wersja do druku

Traktat o wychodzeniu z teatru

Bywa, że w sprawozdaniach z premier ważniejsze od tego, kto przybył, jest ustalenie, kto wyszedł w trakcie przedstawienia i co chciał w ten sposób zademonstrować - pisze Zdzisław Pietrasik w Polityce.

Kto uważa, że demonstracyjne wychodzenie z teatru zaczęło się wraz z pojawieniem się reżysera Jana Klaty, jest w wielkim błędzie. Gest, który jednych bulwersuje, zaś przez innych uważany jest za niezbywalne prawo widza kupującego bilet, historykom teatru znany jest od dawna. Gustaw Holoubek, niezapomniany odtwórca roli Gustawa-Konrada w "Dziadach" Kazimierza Dejmka, których zdjęcie przez władze w 1968 r. spowodowało demonstracje studenckie, pięć lat później udał się do królewskiego miasta Krakowa, by zobaczyć "Dziady" Konrada Swinarskiego. Czyste arcydzieło - pisali krytycy, a tłumy waliły do Starego Teatru drzwiami i oknami. Wybitny aktor w zasadzie nie zobaczył ani jednej pełnej sceny, ponieważ wchodząc, potknął się o okupujących dolne foyer żebraków, których Swinarski zaprosił na ucztę Dziadów. Dla Holoubka był to pomysł nie do zaakceptowania, więc czym prędzej opuścił gmach szacownego teatru. Zachowała się opinia o legendarnych dz

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Traktat o wychodzeniu z teatru

Źródło:

Materiał nadesłany

Polityka nr 19/13.05

Autor:

Zdzisław Pietrasik

Data:

10.05.2014