„Szewczyk Dratewka” w reż. Leny Alberskiej z Olsztyńskiego Teatru Lalek, „O ósmej na arce” Ulricha Huba w reż. Nadii Khrapenko z Akademii Sztuk Teatralnych im. Staisława Wyspiańskiego Filii we Wrocławiu, „Trust me for a while” w reż. Yngvild Aspeli z Plexus Polaire na XXI Międzynarodowym Festiwalu Wyobraźni i Możliwości Teatru Lalek „Anima” w Olsztynie. Pisze Zuzanna Kluszczyńska.
Dzisiaj razem ze słońcem na plażę wyszły lalki. Kolejny festiwalowy dzień rozpoczął się w terenie, gdzie tuż obok jeziora wylądowała scena stworzona dla pacynek. Konstrukcja oprócz małego scenicznego okna u góry, składa się z drzwiczek u dołu, pozwalających śledzić przygody bohaterów nie tylko na powierzchni, ale również pod ziemią i w podwodnych głębinach. A czyje to losy wystawił dla najmłodszych olsztyński Teatr Lalek? Tym razem jest to postać dobrze wszystkim znana – Szewczyk Dratewka.
Spektakl w reżyserii Leny Alberskiej zaprasza więc najmłodszych do świata ludowych podań, które już kilkadziesiąt lat temu opracowała Janina Porazińska. Tym razem przedstawią ją nam pacynki i kukiełki animowane przez Sylwię Wiensko oraz Adama Bocianiaka. Estetycznie wykonane, klasyczne lalki przypominają o korzeniach lalkarstwa, tak samo jak sama forma ulicznej sceny. Aktorzy prowadzą je wyśmienicie, pozwalając wrócić starszym do własnych młodzieńczych teatralnych przeżyć, a młodszym poznać bardziej tradycyjny wymiar tej sztuki. Wszyscy za to mogą poczuć to zafascynowanie towarzyszące przyglądaniu się mimetycznej nieożywionej formie, która nagle ożywa na naszych oczach i zbliża się do oryginału.
O Szewczyku Dratewce więcej niż jakakolwiek recenzja powiedziałoby nagranie dziwięków widowni: śmiechy, odgłosy wciąganego powietrza towarzyszące zaskoczeniu i fascynacji oraz spontaniczne okrzyki z radami kierowanym w stronę błądzących bohaterów. Publiczność była także niezwykle liczna, mimo tak wielu innych okolicznych plażowych atrakcji. Pomimo zgiełku, aktorom jak i obsłudze widowni udało się nie tylko opanować najmłodszych i przyciągnąć ich uwagę, ale również zaangażować w przebieg spektaklu. Dzieci pomagaly Szewczykowi oddzielić worek piasku od maku (poprzez segregację czarnych i białych kuleczek) czy przemierzać wraz z nim dno oceanu, skrytego pod narzuconym na najmłodszych błyszcząco-niebieskim materiałem.
Bo właśnie pomoc jest głównym tematem opowieści. Szewczyk przemierzając baśniową krainę w celu zostania bohaterem, pomaga różnym mieszkańcom pól i lasów, których pewien niezdarny miś ciągle wprowadza w tarapaty. Szewczyk pomaga naprawić mrówką mrowisko, pszczołom ul, a także dokarmia mieszkającą nieopodal kaczkę. Chociaż zwierzątka, dzięki tym drobnym gestom już postrzegają go jako bohatera, chłopak pragnie za wszelką ceną uratować książniczkę, by zasłużyć na ten tytuł. Kiedy zła czarownica sprawia, że to zadanie okazuje się trudniejsze niż przypuszczał, na pomoc przychodzą mu właśnie wdzięczne zwierzęta. Dobro powraca do bohatera, a on może dalej podróżować razem z wybranką swojego serca. Przedstawiona przez olsztyński zespół historia, chociaż ma już wiele lat, nadal wybrzmiewa swoim pięknym przesłaniem. Twórcy nie bali się również delikatnych zmian na rzecz oryginału. Szewczykowi Dratewce, który w tradycyjnej wersji nie posiada własnego imienia, użycza swoje na prośbę aktorki jeden z małych widzów. Tak też anonimowy bohater staje się Bazylim, zyskując tożsamość i podmiotowość. Anonimowa księżniczka w olsztyńskiej wersji także dostaje imię Anna, a przy tym okazuje się być nie stereotypową pięknością, a imponującą smoczycą. Małe zmiany pozwalają odkurzyć pewne przestarzałe schematy, a przy tym nie rezygnują z prostej, a pouczającej historii oryginału. Szewczyk Dratewka jest więc ciekawym przykładem tego,że tworząc dla najmłodszych nie powinniśmy bać się bardziej tradycyjnych (a przecież nadal niezwykle atrakcyjnych) form, a nawet do nich wracać i poszukiwać tych impulsów, które oczarowują także po wielu latach. Z historii (w tym tej lalkarskiej) można korzystać nie przekłamują jej, a jedynie domalowując świeższe kolory.
Pingwiny i znaki zapytania
Na następny festiwalowy spektakl ze słonecznej plaży przenosimy się do zimowej krainy. Tym razem studenci z wrocławskiego AST zaprezentowali spektakl dla dzieci – O ósmej na arce Ulricha Huba w reżyserii Nadii Khrapenko. Literacki pierwowzór zaprosił najmłodszych nie tylko do spotkania z trójką pluszowych pingwinów, ale również wspólnej refleksji nad historią opowiadaną od tysiącleci.
Spektakl rozpoczyna się jednak mało pompatycznie. Trójka dzieci (Anastazja Kogut, Natalia Malicka, Kaja Szczawińska) bawi się na kanapie, tworząc z białej kołdry przestrzeń dla swoich pluszaków – trzech pingwinów (scenografia Wawrzyniec Antoniewicz i Michael Siwicki), które stają się głównymi bohaterami opowieści. Wewnętrzna zabawa dzieci niepostrzeżenie przeradza się w teatralną grę w stronę publiczności. Wspólną frajdę przerywa jednak kłótnia pingwinów wywołana sporem o istnienie Boga. W szale emocji jeden z nich niechcący uśmierca małego motyla.. Przekonany przez swoich towarzyszy o tym, że jest to dowód na jego złą naturę, ucieka.
Z perspektywy ptaków – muppetów opowiadana jest historia Arki Noego, której załadunek na zlecenie biblijnego bohatera dopilnowuje gołąb (Dominika Piotrowska, Konrad Prill ). To on informuje pozostałe dwa pingwiny o nadejściu potopu i możliwości ucieczki przed nim na statku zbudowanym na zlecenie Boga. Niestety miejsc jest tylko dwa, więc co zrobić z trzecim pingwinem? W dodatku tym, który przecież przed chwilą pozbawił życia motyla? Czy zasługuje na uratowanie przed potopem?
Rozpoczęcie spektaklu od dziecięcej zabawy i lekki ton opowieści jednak nie uniemożliwia, tak samo jak w w prawdziwym życiu, zadawania publiczności pytań poważnych, egzystencjalnych, związanych z samą naturą relacji człowieka z człowiekiem oraz otaczającym go światem. Małe pingwiny zastanawiają się nie tylko nad istnieniem mocy wyższej, a także kategoriami dobra i zła (czy spowodowana niechcący zbrodnia świadczy o czyjejś złej naturze?), rolą losu (co sprawiło, że to właśnie my możemy się ratować?), ale i odpowiedzialnością za innych wobec sytuacji skrajnych (posłuchać woli Boga, czy przemycić trzeciego pingwina nielegalnie na pokład?). A co z innymi zwierzętami? Należy pozwolić im zginąć?
Mimo tego, że abstrakcyjne i ideologiczne dyskusje zajmują dużą część przedstawienia, dzięki żywej, ale nie chaotycznej animacji i wplataniu w fabułę spektaklu małych sytuacyjnych żartów, twórcom udało się uniknąć nudy. Z tego powodu trudne kwestie, które starają się poruszyć w O ósmej na arce mają szansę wybrzmieć wyraźnie, a nie zginąć w potoku słów. To zadanie ułatwia również otwartość aktorów na młodą publiczność, z przyjemnością i łatwością wchodzących z nią w interakcje już po zakończeniu spektaklu. Może jest to dobry punkt wyjścia dla zorganizowania warsztatu towarzyszącego przedstawieniu, pozwalającego na stworzenie przestrzeni do rozważenia postawionych w spektaklu pytań dla najmłodszych widzów i ich opiekunów? Akcji O ósmej na arce towarzyszy również udźwiękowienie na żywo, tworzone z codziennych przedmiotów (Mariia Lisovska) co nie tylko dodaje głębi przedstawieniu, ale również może stać się przyczynkiem do ciekawej pracy teatralno-warsztatowej z publicznością.
Pomimo trudnej podróży, całej trójce pingwinów udaje się przetrwać, a nawet zaprzyjaźnić z dość despotycznym gołębiem, z poczatku usiłującym przyłapać ich na ukryaniu dodatkowego pasażera. Bohaterowie nie poznają odpowiedzi na swoje trudne pytania, jednak to ich przyjaźń pomaga im wyjść z opresji. We wrocławskiej propozycji relacje może nie umożliwiają poznania całej prawdy o świecie, ale z pewnością stają się sposobem na poradzenie sobie z niewiedzą.
To nie jest po prostu kolejny lalkowy Stand-up
Chociaż przez chwile może się tak wydawać. Francusko-Norweska grupa Plexus Polaire wykorzystuje jednak dobrze znany metateatralny motyw do wyśmiania jego powszechności, ale i pogłębienia go na tyle, że uzyskuje on nowe zaskakujące jakości.
W Trust me for a while (Zaufaj mi na chwilę) w reżyserii Yngvild Aspeli na scenę wchodzi brzuchomówca ze swoją lalką. Lekcja na temat tej sztuki staje się pretekstem do przeprowadzenia typowej, komediowej gry opartej na utrzymywaniu iluzji ożywienia lalki jednocześnie przy całkowitym jej podważaniu. Aktor (Pedro Hermelin Vélez) stoi na tle złocistych parawanów i próbuje opowiedzieć prosty żart, a lalka stara się mu w tym ,,przeszkodzić” przerywaniem i docinkami. ,,Zbuntowany” drewniany partner ,,nie pozwala się” także odsłonić przed publicznością i pokazać techniczne szczegóły ,,swojego” wnętrza. Do tej dobrze znanej i przyjmowanej przez publiczność śmiechem konstrukcji wdziera się jednak pewien niepokój. Aktor opowiada o swoim kocie, który czeka na niego w rodzinnym domu, kiedy lalka oznajmia, że kot nie żyje. Chociaż bezpośredniość podania tej informacji staje się tematem kolejnej zabawnej kłótni pomiędzy artystą i ożywioną przez niego formą, przez chwilę scena wywołuje niepokój. Wydaje się, jakby kukła rzeczywiście miała dostęp do informacji, do których my nie mamy. W dodatku za parawanu wyłania się głowa kota…
Napięcie szybko jednak zostaje rozładowane, kiedy aktor przypomina, że to przecież on sam jest autorem wszystkich scenicznych czynności, a rzekoma swoboda lalki jest tylko częścią konwencji. Z takim postawieniem sprawy nie zgadza się jednak sama lalka i próbuje nas o tym przekonać, rzeczywiście wywołując ruchy niezależne od działań aktora… ale jest to przecież możliwe tylko dzięki pomocy animatorów (Yngvild Aspeli, Melody Shanty Mahe) zza parawanu… prawda?
Sceniczne iluzje robią się coraz bardziej skomplikowane. Lalka porusza się sama, ucieka, by następnie atakować swojego animatora i gonić go między parawanami. Spektakl przeradza się w stereotypowy horror, w którym lalka chodzi z nożem za swoją ofiarą, a ta próbuje ujść z życiem. W którymś momencie ze skrzyni pośrodku sceny wyłania się również kukiełka w ludzkiej skali, grana przez aktorkę w masce, która przejmuje dowodzenie nad przedstawieniem. Teraz to aktor staje się kukiełką, zdaną na łaskę ogromnych pluszowych łap wyłaniających się zza parawanów. Na koniec lalka aktora grana przez rzeczywistego aktora zostaje połknięta przez, także powiększoną do niepokojących ludzkich rozmiarów, lalkę kota, który jest zarówno potencjalne martwym i żywym kotem aktora, jaki i martwym i żywym zupełnie innych kotem lalki.
Oczywiście, nie można powiedzieć, że w którymkolwiek momencie spektaklu widownia się rzeczywiście boi. Wywołanie grozy na scenie jest prawie niemożliwe jeśli nie zakłada interakcji z i wciągnięcia w akcję osób na widowni. Kolejne dowody na własną wolę kukiełki tworzoną przez teatralną iluzję, wywołują salwy śmiechu na widowni. Twórcy jednak poprzez absurdalne przeskalowanie typowego dla tego rodzaju wystąpień napięcia pomiędzy żywym i martwym, komentują złożoność doświadczenia pracy z formą. Tworząc spektakle lalkowe chcemy przecież wywoływać iluzje życia, a jednak współczesne spektakle formy (także te zbliżone założeniami do Trust me for a while) jednocześnie pragną z nią zerwać, a może bardziej tematyzować i pokazywać jej tajniki na wierzch. Z jednej strony przyjemnością dla osób zajmujących się formą w teatrze jest oglądanie martwej materiii ożywionej tak, że nie sposób uwierzyć w nierealność jej bytu. Z drugiej, nie bez powodu jednym z najbardziej popularnych horrorowych motywów (czyli społecznych strachów) jest właśnie opętana lalka.
Co więcej, złożoność świata wytworzonego przez zespół prowadzi również widownię w stronę zastanawiania się nad granicą rzeczywistości i fikcji w codzienności, iluzją wyboru, wolnej woli, którą z pozoru mają ludzie, a nie mają lalki. Jak pyta nas ze sceny kukiełka, czy naprawdę jesteśmy w stanie powiedzieć, że jesteśmy wolni?
Propozycja Plexus Polaire jest dotychczas najciekawszym festiwalowym wydarzeniem tego weekendu ANIM-y. Jego tezy pozwalają również w inny sposób spojrzeć na kolejne, już ostatnie w tej edycji teatralne wydarzenia. Niech każdy z nas obserwuje, czy przypadkiem żadna z dzisiaj działających na scenie lalek nie porusza się , zbyt swobodnie… bo może się to skończyć nożem w plecach!
***
Organizator festiwalu:
Olsztyński Teatr Lalek
Miasto Olsztyn
Finansowanie:
Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury.
Partner CSR: Energa SA z Grupy ORLEN
Sponsor otwarcia festiwalu: MPEC Olsztyn- Bezpieczeństwo Ekologia Komfort
Patronaty honorowe:
Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Marta Cienkowska
Wojewoda Warmińsko-Mazurski, Radosław Król
Marcin Kuchciński - Marszałek Woj. Warmińsko-Mazurskiego
Robert Szewczyk Prezydent Olsztyna
Patronaty:
Polunima Polski Ośrodek Lalkarski
Związek Artystów Scen Polskich
“Teatr Lalek”
teatralny.pl
e-teatr.pl
Polskie Radio Dzieciom
Partnerzy:
Wojewódzka Biblioteka Publiczna w Olsztynie
MOK Olsztyn
Azyl cocktail & coffee bar