Logo
Recenzje

Tożsamość zapisana na pięciolinii

23.09.2026, 12:14 Wersja do druku

„Pulverkopf” Edwarda Pasewicza i Krzysztofa Szekalskiego w reż. Katarzyny Kalwat, koprodukcja Nowego Teatru w Warszawie z Teatrem Polskim w Poznaniu. Pisze Radek Bruch.

fot. Maurycy Stankiewicz/mat. teatru

Kiedy w 2022 roku Literacką Nagrodę Europy Środkowej „Angelus”, przyznano Edwardowi Pasewiczowi za powieść „Pulverkopf”  można było się  spodziewać, że wcześniej czy później trafi ono na deski sceniczne. Trochę to potrwało, ale tak właśnie się stało.  Karolina Kalwat wyreżyserowała spektakl stworzony przez Teatr Nowy w Warszawie w kooprdukcji z Teatrem Polskim w Poznaniu. Sam autor wraz z Krzysztofem Szekalskim stworzył do niego scenariusz, do którego dodał też część niepublikowanych fragmentów, które nie zmieściły się w tym blisko sześciuset stronicowym tomie!  

Inscenizacja jest długa, bo trwa prawie cztery godziny, ale oczywiście ukazuje tylko niektóre powieściowe wątki. Przede wszystkim te związane z głównym miejscem akcji  książki czyli Międzyrzeczem (Messeritz), w którym mieszka i do którego powraca po latach Patryk Werhunt (w tej roli Jacek Poniedziałek). Fikcja miesza się tu z faktami, bo historia rodziny tego bohatera łączy się z historycznymi zdarzeniami i uczestniczącymi w nich osobami. 

Patryk próbuje odtworzyć biografię Norberta Von Hannerheima, który w latach 1916–1918 służył w armii austro-węgierskiej, był kompozytorem  a dziesięć lat po wojnie w Berlinie uczęszczał do klasy mistrzowskiej Arnolda Schönberga. Zmarł w szpitalu psychiatrycznym w Messerritz, a jego dzieła zachowały się jedynie w niewielkich fragmentach. Odtworzone  przez Pawła Mykietyna  urywki kompozycji,  podczas spektaklu gra na fortepianie Fryderyk Lutyński, rozwijając zrekonstruowane motywy.

Minimalistyczna, ale mimo wszystko ekspansywna w wyrazie, muzyka  w pewnym sensie porządkuje całą fabułę, która nie jest ułożona chronologicznie. Patryk „przemieszcza się” po różnych planach czasowych (podążając za kolejnymi „błyskami pomiędzy synapsami”). Wplątuje się w tajemniczą śmierć sąsiada Werhuntów, Tańskiego (Piotr Kaźmierczak, rozszyfrowuje zapiski z notatników jego babci, Weroniki (znakomita Bogusława Schubert!), spotyka się m.in. z Sergiuszem (w tej roli Denis Kudijenko) i Węgrem Dezso  (kreowanym  przez Hiroaki Murakamiego)  współczuje maltretowanej przez męża, Irinę Pawłowną (w tej roli Alona Szostak, kreująca też matkę Patryka)... Losy Polaków, Niemców, Rosjan i Żydów przenikają się w mieście nad Obrą, a Patryk stara się wysnuć z tych doświadczeń  własną tożsamość, w której musi też pomieścić także bardzo trudne kwestie takie  jakie uśmiercanie  pacjentów szpitala  przez personel  doktora Grabowskiego (Wojciech Kalarus), w którym brała jakiś udział Weronika, pracująca w tej placówce, ale chroniąca Norberta i opiekująca się nim.

Jednym z miejsc akcji jest też Poznań. Tam w klubie „Dragon” Patryk spotyka się z Frau Professor (to Barbara Krasińska, kreująca także Tańską, Frau Schlattner, berlińską gospodynię Norberta, oraz Siostrzyczkę śmierci z Oberwaldu)  i opowiada jej o swojej fascynacji Norbertem. Szukanie śladów kompozytora i pisanie powieści o nim (w czym pomaga mu redaktorka – w tej roli Karolina Rzepa), staje się obsesją Patryka (który zmaga się też z własnym, pogarszającym się stanem zdrowia), co bardzo dobrze ukazuje swą grą Poniedziałek. 

Norbert (w tej roli Krzysztof Oleksyn, przypominający Thomasa Hulce, kreującego Mozarta w filmie „Amadeusz”) z rozwichrzoną czupryną i nerwowymi gestami, bardzo trafnie interpretuje postać zagubionego, wciąż niedożywionego geniusza, który wierzy, że tak chwalone przez innych  partytury, to tak naprawdę dzieło jego sobowtóra. Chorobliwe stany umysłu, których doświadcza kumulują się w bardzo ekspresyjnym, końcowym monologu Norberta. Ten słowotok,  złożony ze zdań wyrzucanych z siebie z prędkością karabinu maszynowego, artykułujący jego przeżycia wojenne, to z pewnością jedna z najbardziej pamiętnych scen całej inscenizacji.

Scenografia spektaklu, która jest dziełem Aleksandry Wasilkowskiej, to m.in. doczepiona do sufitu duża sztuczna roślina,  wielka kula symbolizująca „pustą planetę” (przywołaną w jednym z dialogów) oraz  materia z twarzą groteskowego potwora, z  paszczy którego wystają kończyny manekina. Dopełnia ona wizję sceniczną twórców, ale nie ilustruje oczywiście  tego wszystkiego  co dzieje się w tej sztuce. „Pulverkopf” jest bowiem spektaklem o dużym ładunku emocjonalnym, z bardzo połamaną, eklektyczną narracją i niewątpliwie znaczącymi aktorskimi  kreacjami.  

W październiku tę inscenizację można będzie zobaczyć na scenie Teatru Nowego w Warszawie. Warto zajrzeć wówczas do programu spektaklu, (dostępnego na stronie internetowej  w formie załącznika pdf), bo znajdziemy w nim wspomniane wyżej niepublikowane fragmenty powieści jak też tekst o Norbercie Von Hannenheimie, autorstwa Antoniego Michnika.

Źródło:

Materiał nadesłany

Autor:

Radek Bruch

Sprawdź także