Warszawska publiczność ubóstwiała kiedyś komedie salonowe, całymi latami wspominano umiejętność "noszenia fraka" czy "czar ukłonu" takiego lub innego aktora, które to przymioty znaczyły niekiedy więcej we wdzięcznej pamięci widowni niż rzeczywiste zalety ducha charakteru i talentu. Salon magnacki lub salony mieszczańskie, snobujące się na pałace, były najczęstszym miejscem akcji w komediach; salonowość - pierwszym warunkiem, jakiego żądano od aktora. Ale było to dawno i czasy te pozostały w pamięci współczesnych głównie dzięki wytrwałej pracy historyków teatru i gawędziarzy. Trudno nie zauważyć, że w ciągu tych kilkudziesięciu lat "coś" się w teatrach zmieniło. Zmienił się repertuar, styl gry, a także zapotrzebowanie i gust publiczności. Piszę to z okazji ostatniej premiery Teatru Telewizji Warszawskiej, która wystawiła znaną i od lat grywaną na scenach polskich komedię "salonową" Oscara Wilde'a pt. "Brat m
Tytuł oryginalny
To nie lata siedemdziesiąte
Źródło:
Materiał nadesłany
Ekran nr 32