14.01.2013 Wersja do druku

To jeszcze teatr, czy już film?

Czy w teatrze chcemy oglądać przez większość spektaklu nagranie transmitowane na gigantycznym ekranie - o spektaklu "Iwona, księżniczka Burgunda" w reż. Krzysztofa Garbaczewskiego z Teatru im. Kochanowskiego w Opolu pisze Tomasz Kaczorowski z Nowej Siły Krytycznej.

W 1997 roku Grzegorz Jarzyna, podpisując się jako Horst Leszczuk, wyreżyserował w Starym Teatrze "Iwonę, księżniczkę Burgunda" Gombrowicza. Był to spektakl przełomowy - nie tylko dla samego reżysera, ale i dla aktorów. Wtedy właśnie Magdalena Cielecka jednych zachwyciła, a drugich oburzyła rolą niemej i pięknej Iwony. Niedługo potem Jarzyna objął Teatr Rozmaitości, do zespołu którego dołączyło wielu aktorów pokolenia Cieleckiej. Dzisiaj, kiedy oglądamy nagranie spektaklu, nie widzimy w nim niczego skandalicznego, ale tuż po premierze w recenzjach dominowały głosy pełne wątpliwości, czy ta realizacja ma w ogóle coś wspólnego z dramatem Gombrowicza. W "Iwonie, księżniczce Burgunda" w reżyserii Krzysztofa Garbaczewskiego, prezentowanej w ramach INFERNO Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego Boska Komedia, najważniejsza jest kamera i ekran. Być może nieprzypadkowo zaproszono spektakl na Scenę Kameralną, gdzie kilkanaście lat wcześniej grane

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Źródło:

Materiał nadesłany

Nowa Siła Krytyczna

Autor:

Tomasz Kaczorowski

Data:

14.01.2013

Tematy w toku

Realizacje repertuarowe