20.09.2018 Wersja do druku

Teresa Krasnodębska: Dla siebie i dla królowej

- Dzięki teatrowi patrzę na ubrania jak na kostium, a na siebie - jak na aktora w swoim życiu - mówi Teresa Krasnodębska, inspicjentka Teatru Wielkiego-Opery Narodowej w Warszawie.

Kiedy w pani życiu zaczęła się moda? - Pierwsze, co przychodzi mi do głowy, to plisowana, długa, biała spódnica z cieniutkiej wełny, którą mama przywiozła mi z Włoch. Poszłam do krawcowej i kazałam sobie ją obciąć przed kolano. To były czasy mini, początek lat 60. i długość przed kolano była i tak konserwatywnym wyborem. To był jednak pierwszy i ostatni raz, kiedy postanowiłam nosić się tak krótko. Od wielu lat lubię długości tylko poniżej kolan. Najpierwsze moje wspomnienie odzieżowe dotyczy jednak pończoch. A dokładniej pończoch firmy Patentka, grubych, bawełnianych, w prążki. Miały tę właściwość, że się wałkowały i robiły się tak zwane obwarzanki na kolanach. Nie znosiłam ich, mimo że Patentka była firmą należącą do mojego dziadunia. Jestem wnuczką fabrykanta pończoch. Produkowane były głównie dziecięce, chociaż były także męskie skarpetki z wełny i bawełny. Do dziś mam kilka par. Po wojnie firmę prowadziła

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Dla siebie i dla królowej

Źródło:

Materiał nadesłany

Wysokie Obcasy Extra nr 8/2018

Autor:

Karolina Sulej

Data:

20.09.2018