03.02.2020 Wersja do druku

Teraz to już chyba koniec!

Hotelowe schadzki, mnożące się kłamstwa i kulisy władzy - nie od dziś wiadomo, że seks i polityka to dobrana para, wokół której farsa pisze się sama. A jeśli autorem dzieła jest mistrz gatunku, Ray Cooney, nie można spodziewać się niczego innego niż doskonałego żartu i karnawału komicznych pomyłek. Witold Mazurkiewicz sięgnął w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej po "Hotel Westminster", wybór ponad wszelką wątpliwość okazał się trafiony - pisze Wiola Imiolczyk z Nowej Siły Krytycznej.

Jesteśmy w Londynie, w położonym w centrum miasta eleganckim hotelu Westminster. W recepcyjnym holu przedstawieni zostają poseł rządzącej partii konserwatywnej Richard Willey oraz jego żona Pamela, przybywający do stolicy w związku z odbywającym się popołudniu posiedzeniem w ministerstwie. Chwilę później pojawia się George Pigden - oddany, choć nieco nieporadny sekretarz Willeya. Podczas gdy Pamela udaje się do pokoju, szykując się do wyjścia na przedstawienie, Richard zmusza Georga do wzięcia udziału w nie najlepiej uknutej przez siebie intrydze. Otóż poseł, zamiast w ministerstwie, popołudnie planuje spędzić w towarzystwie sekretarki pani premier, Jennifer Bristow. Richard nie sili się na dopracowanie planu, czy nawet zachowanie pozorów przyzwoitości przed sekretarzem. George ma wynająć kolejny pokój dla przełożonego, na fałszywe nazwisko Mr Christmas i powiadomić o tym Jennifer. Jednak nieprzywykły do kłamstw młodzieniec, próbując wykona

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Źródło:

Materiał własny

Materiał własny

Autor:

Wiola Imiolczyk

Data:

03.02.2020

Tematy w toku

Realizacje repertuarowe