27.11.2006 Wersja do druku

Teatralny labirynt

Kto powiedział, że jesteśmy zdolni do bycia sobą, że nasze twarze nie są bezustannie mnożącymi się fałszywymi wyobrażeniami, a świat nie jest tylko iluzją, w którą mimowolnie się wpisujemy? - o "Pokojówkach" wg Geneta w reż. Marcina Ehrlicha na Scenie Off de BICZ w Sopocie pisze Anna Bielecka z Nowej Siły Krytycznej.

Niełatwo odnaleźć się w Genecie. On sam chyba miewał z tym kłopoty, a życie mu zadania nie ułatwiało. Teatru nie lubił, za ludźmi też nie przepadał. Z zawodu był złodziejem, w konsekwencji więźniem, z pychy i nudy pisarzem. "Pokojówki" napisał, jak sam twierdził "z natchnionej głupoty". I to natchnienie, choć już nie w nim, trwa nadal. Z różnym skutkiem. Nie wiem, ile było samego Geneta w Genecie. Wiem za to, ile było masek, min, luster, zmian, przebieranek i kradzieży osobowości. Nieskończenie wiele. Żonglerka ról już dawno zasmakowała tytułowym pokojówkom Claire i Solange, które od lat służą w domu Jaśnie Pani. Pod nieobecność chlebodawczyni uczyniły sobie z niego teatr. Widownia jednak świeci pustkami, bo obie koniecznie chcą grać główne role. Gdy jedna wciela się w postać Jaśnie Pani, raz po raz wdziewając na siebie jej stroje i biżuterię, druga musi znosić status pokojówki. I odwrotnie. Próby mają doprowadzić w końcu do

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Źródło:

Materiał nadesłany

Nowa Siła Krytyczna

Autor:

Anna Bielecka

Data:

27.11.2006

Tematy w toku

Realizacje repertuarowe