27.07.2005 Wersja do druku

Teatralne epifanie

"Giacomo Joyce" nie wydawał się zapowiedzią odchodzenia, ale - zaskakującym nowością finezyjnych form, erotyką o barwie flamenco, ironicznym i ludycznym poczuciem humoru - powrotem do dawniejszych przedstawień - o przedstawieniu Jerzego Grzegorzewskiego w Teatrze Narodowym pisze Joanna Walaszek w Didaskaliach.

Agnieszka Berlińska - Giacomo Joyce? Jakie to było przedstawienie? Jerzy Radziwiłowicz - Piękne! - Czy ocalało coś z tamtej pracy? - Pozostał klimat i on nie zniknie. Giacomo jest poetyckim opisem fascynacji dojrzałego mężczyzny młodą kobietą. Jest także studium o przemijaniu i bezradności wobec upływu czasu. Nasza praca nasycona była erotycznym niepokojem, lękiem. Z drugiej strony bardzo dużo żartowaliśmy. Klimat tamtego przedstawienia był wyjątkowy, elektryzujący. Mam wrażenie, że wspomnienie Giacomo w jakiś sposób w nas żyje, a fakt, że nie doszło do premiery, podważa jego realność i intensyfikuje intrygującą aurę wokół niego 1. Małgorzata Piekutowa - Czy Duszyczka wypełni puste miejsce, które pozostało po Giacomo Joyce? Jerzy Grzegorzewski - Nie wiem czy wypełni, myślę, że jedno i drugie przedstawienie jest dla mnie - będzie - czymś ważnym. Stało się. jak się stało, premiera Joyce'a nie mogła się odbyć, tylko kilkadzi

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Teatralne epifanie

Źródło:

Materiał nadesłany

Didaskalia. Gazeta Teatralna nr 67-68/06-08.2005

Autor:

Joanna Walaszek

Data:

27.07.2005

Wątki tematyczne