"Kura na plecach" w Teatrze Małym to bezpretensjonalna historyjka z morderstwem w tle. Nie prowokuje do rozmyślań i wylatuje z pamięci. Sztuka Niemca Freda Apkego opisuje dwie życiowe prawdy. Po pierwsze, po kilku haustach wódki włącza się szczerość, a kręgosłup moralny mięknie. Po drugie, kobietom zawsze wydaj e się, że z tym "drugim" żyłoby im się lepiej niż z mężem. Takie tezy Apke obudował perypetiami pary sąsiadów. Ona to typowa mieszczka, której pasją jest pielęgnacja przydomowego ogródka. On wiolonczelista w miernym kwartecie smyczkowym, opuszczony kilka miesięcy wcześniej przez żonę. Pod wieczór pani Kobald wpada do mieszkania sąsiada. Oznajmia, że właśnie zamordowała męża. Od tej chwili oboje przerzucają się pomysłami, jak zatrzeć ślady zbrodni lub przynajmniej ją usprawiedliwić. Przy okazji wychodzą na jaw skrywane sąsiedzkie zawiści i tęsknoty. Podlane wódką emocje sięgają zenitu i para pozbywa się ubrań, by zaspokoi
Źródło:
Materiał nadesłany
Gazeta Wyborcza - Wrocław, nr 110