Logo
Recenzje

Teatralna Kicia: Don Kichot

24.09.2026, 12:51 Wersja do druku

„Don Kichot” wg Miguela de Cervantesa w reż. Jakuba Zalasy w Teatrze im. Adama Mickiewicza w Częstochowie. Pisze Kamil Pycia na blogu Teatralna Kicia.

fot. mat. teatru

Zastanawiam się czy istnieje daleka kuzynka Częstochowy - Częstopokazuje; tak samo jak kuzynka miasta Kogutek czyli Kurka. Wiem na przykład, że jest siostrzenica Nowej Huty, czyli Stara Huta, bo zrobiłem kiedyś Scoobie-Doo dochodzenie, ukrywając się w łazience w trakcie przerwy w teatrze przed znajomym, którego bardzo nie chciałem spotkać. Ale do rzeczy - „Don Kichot” w Teatrze im. Adama Mickiewicza w Częstochowie. Do tej pory na scenie widziałem adaptację tej historii raz (dzięki Teatrowi Śląskiemu) i zastanawiałem się co na częstochowskiej scenie zaproponują twórcy i jaki klucz obiorą dla tej dobrze znanej wszystkim opowieści.

Ta historia błędnego rycerza z La Manchy według Cervantesa to tak naprawdę bardzo luźna adaptacja, której podjął się Bartosz Cwaliński przenosząc ciężar tej opowieści z barków Don Kichota na Sancho Pansę, który staje się tutaj przewodnikiem i narratorem. Opowiada nam, przełamując czwartą ścianę, o tym, że chce abyśmy po śmierci jego przyjaciela poznali jego drogę i doświadczenia. Cwaliński wybiera kilka mniej lub bardziej ikonicznych wydarzeń z oryginału książkowego i przepisuje je łącząc w mozaikową przygodę, dokładając do tego jeszcze elementy biograficzne samego Cervantesa. Jednak istotne jest to, że zostaje ona wyjęta poza określone ramy czasowe jak i ramy miejsca. Dzieje się to wszystko w niedookreślonej przestrzeni, ze sporą liczbą nawiązań do współczesności.

Na tej kanwie Zalasa proponuje nam ze sceny opowieść przede wszystkim o sile nieposłuszeństwa obywatelskiego i rewolucyjnej mocy próby tworzenia przestrzeni dla wszystkich. Błędny rycerz staje się szalony nie z powodu czytania rycerskich romansów, a z powodu lektury filozoficznych tekstów poświęconych utopijnym ideom państwowości i wolności człowieka. Te wszystkie idee doprowadzają go do stanu, w którym popada w idealistyczny haj prowadzący go przez jego rycerskie potyczki o politycznym tle, pełne podważania zasadności działania państwa i elit, które kierują tym wszystkim rozstawiając zwykłych ludzi jak pionki.

Ważną kwestią staje się też to, że ludzie potulni, zmęczeni i pozbawieni tej iskry do rewolucyjnej fantazji są władzy jak najbardziej na rękę i właśnie to jest cel rządzących - mieć jak najwięcej potulnych obywateli. Te zależności doskonale prezentują na scenie Księżna i Książę (Marta Honzatko i Robert Rutkowski), którzy wiedzą, że nie mogą tak po prostu pozbyć się niewygodnego rewolucjonisty Don Kichota, bo to podburzy ludzi przeciwko nim; wiedzą, że muszą z niego zrobić takiego samego bezwolnego i posłusznego jak reszta, zabijając w nim całą jego siłę wiary w zmianę na lepsze.

Aktorzy pociągnęli całość ze sporą godnością wcielając się w większości w kilka postaci na scenie; zaludnili ten świat jednostkami naprawdę charakterystycznymi, czasem zabawnymi, częściej pogubionymi w tym, co próbuje im powiedzieć błędny rycerz. Ubawiła mnie realnie konwencja w jakiej napisano konia Rosynanta (w tej roli fantastyczny Karol Czajkowski): był bardziej wygadaną wersją Płotki z “Wiedźmina”, komentujący to, co się dzieje w języku hiszpańskim, dwojąc się i trojąc, aby być najbardziej końskim jak tylko się da. Jednocześnie mam wrażenie, że jak tylko przyjeżdża w okolice La Manchy to od razu pojawiają się tabliczki - „samotne klacze w twojej okolicy” (❁ᴗ͈ ˬ ᴗ͈) .

Jest to adaptacja dość odważna, ale podjęte ryzyko może wyjść lub nie wyjść - tutaj mamy sytuacje dość fifty-fifty. Sam kontekst, w jaki wpisano opowieść o błędnym rycerzu, jest dość ciekawy i broni się na scenie, ale momentami mam spory problem z tekstem Cwalińskiego, bo wplótł do niego wiele humoru, i to nie kwestia tego, że jestem smutasem (chociaż jestem), bo jestem w stanie docenić dobrze lądujące żarty - tutaj ogromna część rzucanych ze sceny punchline’ów chybiała i pojawiała się u mnie myśl, że może 15 lat temu w gimnazjum najpewniej bym się uśmiechnął pod wąsem, którego wtedy nie miałem, ale teraz jednak jest to ślepy strzał. Jednocześnie miałem poczucie, że reżyser w trakcie prób czasami wychodził na sekundkę do łazienki pooglądać tik toki i wracał po dłuższej chwili, bo zdarzały się całe sekwencje niezdrowo wręcz przeciągnięte - jak chociażby telenowelowy fragment „Ból istnienia Barcelony”. Ciągnął się i ciągnął, oparty na jednym średnio trafionym żarcie i naprawdę zastanawiałem się, czy nie jest to moment na moje nawrócenie, bo Jasna Góra blisko, a ja jestem na skraju.

Podobnie z samym zakończeniem spektaklu: miałem poczucie, że kończył się minimum trzy razy, a każde zakończenie było już coraz słabsze. Na szczęście przez większą część spektaklu Zalasa trzymał się z klasą i nie, „Don Kichot” nie jest w całości klopsem. Nie do końca rozumiem też jaki był cel wpisywania w tę opowieść biografii Cervantesa, bo nie widzę w tym kontekstu do wątku o rewolucji społecznej i chęci stworzenia idealnego świata; z drugiej zaś strony nie wiem czy można go wpisać do kontekstu mówiącego o ogromnej mocy wyobraźni - może i pisał książki i marzył, ale no, jest to dość naciągane. Ale cóż, mogę czegoś nie rozumieć i gubić wątek, jestem tylko małą, słodką staruszką.

Mega podobała mi się muzyka Jana Bąka, czy to do piosenek, które pojawiły się kilkukrotnie w trakcie przebiegu i popychały całość do przodu z ogromną gracją, czy też samych ambientów plumkających w tle. Dobrze wpasował się w ton opowieści i jednocześnie zrobił to tak charakternie, że momentami brakowało mi jego przestrzeni dźwiękowej.

Tak ogólnie to częstochowski „Don Kichot” jest chyba przedstawieniem Kuby Zalasy, które zrobiło na mnie najmniejsze wrażenie. Nie jest to zaprzepaszczona okazja, bo ten spektakl nie wywołał u mnie raka, ale na pewno jest to mocno przestrzelona i przeszarżowana realizacja. Jest to też bardzo subiektywna kwestia czy żart kogoś bawi czy też nie, bo współwidzowie naokoło byli uchachani, moja gorsza połówka tak na pół gwizdka, ja tak na ćwierć. Samo to może być pretekstem, żeby iść na „Don Kichota” i sprawdzić, w której grupie się znajdujecie.

Źródło:

Teatralna Kicia

Link do źródła

Autor:

Kamil Pycia

Sprawdź także