23.12.2013 Wersja do druku

Teatr w życiu

Coś musi w tym być, że granie, udawanie, podszywanie się, w dodatku ulotne i w gruncie rzeczy niepodlegające żadnej historii, która ma zweryfikować prawdziwy lub mniemany ciężar-gatunkowy teatralnego wysiłku, cieszy się w społeczeństwie renomą dosyć podejrzaną - pisze Tadeusz Nyczek w felietonie dla Dialogu.

Ciekawe: nie spotkałem nigdy nikogo, kto odżegnywałby się od literatury. Nawet jeśli jej nie-czytywał, nie przyszłoby mu do głowy powiedzieć: a po diabła cała ta literatura istnieje? Podobnie z muzyką. Spotkaliście kogoś, kto krzyknąłby ze złością - wyłączcie tego Mozarta, precz z Ravelem, nie cierpię Aznavoura i Elli Fitzgerald, kto wymyślił to pitu pitu? Nie udało mi się usłyszeć głosów niechęci pod adresem sztuk pięknych, bo nawet gdyby ktoś wzruszył ramionami na widok współczesnych instalacji, zapytany o dowolnego klasyka od Fidiasza po Malczewskiego, pokiwałby głową z niewątpliwą aprobatą. Film? Proszę bardzo, są maniacy filmowi, całe rzesze maniaków. Nawet ci, którzy chodzą do kina raz na cztery lata, ogólnie film jako taki popierają, film jest w porządku. Tymczasem nieraz spotkałem takich, co jasno deklarowali: nienawidzę teatru. W życiu do teatru nie pójdę. Teatr? O nie, wszystko, tylko nie teatr. W jednej z najsłynniejs

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Teatr w życiu

Źródło:

Materiał nadesłany

Dialog nr 11/11.2013

Autor:

Tadeusz Nyczek

Data:

23.12.2013