18.08.2021, 10:43 Wersja do druku

Teatr totalny wymaga totalnego widza

fot. Mateusz Bral / mat. teatru

Kamil Bujny: Znajdujemy się w Centrum Sztuk Performatywnych Piekarnia we Wrocławiu. Przez ostatnie cztery dni Teatr Pieśń Kozła wystawiał w tym miejscu „Apokryf”. Jak publiczność wrocławska, po tak długiej pandemicznej przerwie, reaguje na wasz nowy spektakl?

Grzegorz Bral: To Pan już widział.

Dzisiaj były owacje na stojąco.

Codziennie tak jest.

„Apokryf” miał premierę w Internecie w grudniu ubiegłego roku. Z tego, co wiem, zmieniła się długość tego spektaklu. Wcześniej trwał prawie dwie godziny, a dziś niespełna sześćdziesiąt minut. Z czego to wynika?

Praca nad spektaklem nigdy nie ustaje i uznaliśmy, że taka wersja jest lepsza.

Czy poza długością coś jeszcze różni te przedstawienia?

Oczywiście. Zdecydowałem się na to, by pozostawić sceny muzyczne i ruchowe oraz ograniczyć sceny tekstowe, ponieważ rozbijały siłę i dramaturgię spektaklu. Dokonałem w związku z tym bardzo dużych skrótów w tekście. Uznałem, że mogę to zrobić, ponieważ tekst jest dostępny i każdy, kto chce, może go sobie po spektaklu kupić i przeczytać – wtedy można wszystko uzupełnić. Spektakle są zawsze pewną formą interpretowania tekstu, a nie wystawiania ich jeden do jednego.

Mówił Pan w jednym z wywiadów, że ostatnie półtora roku to był dla Państwa bardzo twórczy czas. Wiele zespołów teatralnych wspomina ten okres zupełnie inaczej. Żeby daleko nie szukać – tydzień wcześniej właśnie w tym miejscu, w Piekarni, pokazano „Spektakl, który nie powstał”; przedstawienie, które traktuje o tym, co twórcom pandemia zabrała. U Państwa, zdaje się, jest inaczej. Z czego to wynika?

Żyjemy tak utartymi schematami, że przyzwyczailiśmy się do posiadania czegoś i potem, gdy to tracimy, to wydaje nam się, że wszystko tracimy. Przez lata, nie mając tego, za czym tęsknię, nauczyłem się być bardzo elastyczny – sytuacja braku czegoś, niedostatku, jest tak naprawdę ogromną szansą, którą mogę wykorzystać do czegoś innego. Jest takie zabawne powiedzenie: „jeśli chcesz coś zmienić, to musisz coś zmienić”. Pandemia bardzo mi pomogła znaleźć się w takiej sytuacji.

Pytam o to, ponieważ często powtarza Pan, że teatru, takiego jak Teatr Pieśń Kozła, nie tworzy się w samotności, a przecież pandemia i lockdown to przede wszystkim okres izolacji. Jak to zatem pogodzić: samotność i twórcza płodność, izolacja i zespół?

Nie miałem poczucia, że jestem samotny. Mogłem spotykać się z kolegami i pracować. Mieliśmy od czasu do czasu jakieś próby, podejścia i dywagacje. Było też dużo fajnego pisania: między mną, moją żoną i kompozytorem, Maciejem [Rychłym – dop. K.B.]. Ludzie narzekają na brak czasu i wreszcie dostaliśmy ekstra półtora roku. Myślę, że udało mi się go całkiem dobrze wykorzystać.

Jeżeli już jesteśmy przy potrzebach – często zwraca Pan uwagę na potrzebę kontaktu z metaforą. Co Pan przez to rozumie?

Myślę, że w świecie zdominowanym przez gadulstwo telewizyjne, gadulstwo medialne i, jeszcze gorsze, skrótowe gadulstwo mediów społecznościowych widz zaczyna doświadczać pewnego braku. Tym brakiem jest brak symboli, metafor, rytualności, przenośni i obrazowania. Zaczynamy być wszyscy bardzo mało obrazkowi. Widziałem taką sytuację, która to świetnie definiuje: jedna kobieta patrzyła na drzewo, piękne drzewo, a druga kobieta robiła mu serię zdjęć. Po chwili pokazała fotografię tego drzewa pierwszej kobiecie, mówiąc: „zobacz, jakie piękne!”. To jest dokładnie to: redukujemy się do mało obrazkowego pisma klinowego, które powoduje, że nasz mózg tępieje.

Czy w takim razie potrzeba kontaktu z metaforą po pandemii jest wyższa?

U mnie jest wyższa, zdecydowanie. U widza – nie wiem.

Skąd potrzeba opowiedzenia o Jeszui, bohaterze mitu?

To bardzo dobre i trudne pytanie. To nie jest potrzeba zmieniania tego mitu, odbrązawiania czegokolwiek ani kwestionowania. To jest, powiedziałbym, tak jak w antycznej tragedii, gdy na scenie pojawia się bóg Dionizos, Zeus albo Atena. Podobnie myślę o tym, że w polskiej dramaturgii mało obcujemy z mitem judeochrześcijańskim, a Alicja [Bral] postanowiła zmierzyć się z tym, co jest najbliższe nam wszystkim, mianowicie z naszą rzeczywistością intelektualną, która jest całkowicie zakorzeniona w micie judeochrześcijańskim – stąd potrzeba stworzenia „Apokryfu” i muzyki innej niż dotychczas. Określam muzykę Macieja Rychłego mianem liturgicznej, ale nie kościelnej. Jeszcze w średniowieczu był dramat liturgiczny, a potem się skończył. W Polsce nie ma dramatu liturgicznego, a my chcieliśmy porozmawiać trochę wokół tego mitu.

A czy Pana zdaniem w tekstach apokryficznych jest większy potencjał na metaforę niż w tych kanonicznych?

Teksty apokryficzne, które być może zawierają w sobie inne prawdy, herezje lub inne doświadczenie, są dla artysty oczywiście ciekawsze, dlatego, że zawsze dobrze jest zburzyć trochę mitologii narosłej wokół pewnego tabu.

Często mówi Pan o spektaklu totalnym i aktorze totalnym w kontekście „Apokryfu”. Chciałbym zapytać o odbiorcę – czy można mówić o widzu totalnym? Ja się dziś nim trochę czułem…

Bardzo się cieszę, bo oczywiście sztuka totalna czy teatr totalny wymaga totalnego widza. To wymaga otwartej percepcji na różnych poziomach i nieczekania na to, że opowiemy komedię rodzajową. Chodzi o bycie otwartym na fizyczność, na dźwiękowość, na wibrację, na obraz, na słowo. Chcę takiego widza totalnego, ponieważ wydaje mi się, że to bardzo uruchamia nasze otwarcie, tolerancję, potrzebę poszukiwania i – mam nadzieję – potrzebę kreatywności.

Czy uważa Pan, że „Apokryfem” udało się osiągnąć jakiś poziom totalności?

Myślę, że to jest fajny kierunek. Nie chodzi o to, że chcę się chwalić, ale jestem bardzo zadowolony z tego spektaklu i uważam, że te moje próby, z ostatnich kilku lat, praktykowania z tancerzami, śpiewakami operowymi i aktorami, powoli zaczynają zbierać się w pewnego rodzaju całość takiego dzieła, gdzie aktor może śpiewać i tańczyć, tancerz może mówić i śpiewać i tak dalej, i tak dalej. Mamy taką trójjednię choreowo-aktorską.

Gdyby udało się osiągnąć teatr totalny, to co potem? Czy jest coś ponad totalność?

Jak osiągnę teatr totalny, to będę się zastanawiał, co dalej.

Dziękuję za rozmowę.

Tytuł oryginalny

Teatr totalny wymaga totalnego widza

Źródło:

Teatr dla Wszystkich online

Link do źródła

Autor:

Kamil Bujny