22.12.2010 Wersja do druku

Teatr tęskni za poezją

Poezja w teatrze kojarzy się głównie z obchodami rocznicowymi. Gdy trzeba coś uczcić lub upamiętnić, szykuje się w pośpiechu tak zwany montaż poetycki. Zwykle dobiera się utwory tak wchłonięte i "upupione" przez system edukacji, że nie wywołują już głębszej refleksji - pisze Paweł Sztarbowski w Metrze.

Ale bywało inaczej. W latach osiemdziesiątych poezja Miłosza, Herberta czy poetów Nowej Fali służyła jako wyraz buntu wobec obowiązującego systemu. Zbudowało to niestety praktykę wygłaszania poezji jako patetycznej odtrutki na szarą i marną rzeczywistość. Wiersz mówiony ze sceny nie mógł już być po prostu wierszem, ale musiał urastać do rangi co najmniej patriotycznego zawołania. Dlatego po 1989 roku tego typu widowiska przestały interesować artystów. Nie były już potrzebne. Zdarzały się oczywiście spektakle oparte na poezji, ale miały raczej charakter lekturowy. Jako żywa, chętnie przez różnorodnych widzów oglądana forma, wieczory poetyckie powróciły za sprawą Anny Dymnej i Józefa Opalskiego, którzy w Teatrze im. Słowackiego w Krakowie stworzyli Salon Poezji. Przyciąga on tłumy widzów. Z pomysłu zaczęły korzystać teatry w innych miastach, najczęściej również - z powodzeniem. Zasada jest prosta - żadnego udawania, że oto robimy

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Teatr tęskni za poezją

Źródło:

Materiał nadesłany

Metro nr 1969/26.11

Autor:

Paweł Sztarbowski

Data:

22.12.2010