19.01.2015 Wersja do druku

Teatr, Ryle i tyle

- Jesteśmy samowystarczalni. Konstruujemy dekoracje tak, by dały się łatwo spakować do auta, a ich montaż nie zabierał dużo czasu. Ale mieliśmy spektakl, do którego kupiliśmy stary czeski teatrzyk marionetkowy. Niestety, ukradziono nam go wraz z samochodem dwa lata temu. Lalki zostały, ale scenografii nie odzyskaliśmy... - o rodzinnej pasji, jakim jest TeatRyle, opowiadają poznańscy aktorzy Mariola i Marcin Ryl-Krystianowscy.

Monika Nawrocka-Leśnik: Co, a raczej kto się kryje za nazwą - TeatRyle? Marcin Ryl-Krystianowski: TeatRyle to nasze rodzinne przedsięwzięcie. A ponieważ jest rodzinne, to w nazwie ma kawałek rodziny. Jesteśmy Ryle (Ryl-Krystianowscy) i zajmujemy się teatrem. To takie połączenie... TeatRyle są Państwa pierwszym rodzinnym przedsięwzięciem? Marcin Ryl-Krystianowski: Ta przygoda zaczęła się już w czasie studiów, kiedy nasza mała córka potrzebowała trudnodostępnych wtedy pampersów, bobofrutów, itp... A my w związku z tym funduszy na nie. Po prostu musieliśmy dorobić. Założyliśmy wówczas z kolegami Teatr Klapa i to był chyba 1989 rok. Graliśmy dwa tytuły: "Czerwonego Kapturka", który był moim spektaklem dyplomowym oraz "Tymoteusza Rymcimci" Jana Wilkowskiego. Jeździliśmy po malowniczych miejscowościach Białostocczyzny. Potem, zupełnie naturalnie, kiedy skończyliśmy studia i rozpoczęliśmy pracę w Poznaniu, przenieśliśmy tutaj naszą d

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Teatr, Ryle i tyle

Źródło:

Materiał nadesłany

kultura.poznan.pl

Autor:

Monika Nawrocka-Leśnik

Data:

19.01.2015