24.12.2010 Wersja do druku

Teatr niemiecki po Thilo Sarrazinie

Bankowiec reformatorem niemieckiego teatru? Po ksenofobicznej publikacji Thilo Sarrazina o muzułmańskich imigrantach reżyserzy porzucili spory estetyczne i zajęli się debatą nad społeczną misją sztuki - pisze Joanna Derkaczew w Gazecie Wyborczej.

Naśladować Castorfa czy Pollescha? Skończyć z tradycją Brechta czy raczej doprawić ją skrawkami z Banksy'ego, Lady Gagi, "The Social Network"? Czy nie tak wyobrażamy sobie w Polsce debatę o nowym teatrze niemieckim? Jesteśmy w błędzie. Samych Niemców podobne sprawy nie obchodzą. Dla tamtejszych artystów, animatorów i krytyków najważniejszą postacią ostatnich miesięcy jest ekonomista Thilo Sarrazin, członek zarządu Banku Centralnego RFN. W swojej książce "Niemcy likwidują się same: Jak wystawiamy nasz kraj na ryzyko" zarzuca imigrantom niezdolność do asymilacji, postawę roszczeniową, tworzenie gett wyznaniowych i kulturowych. Wieszczy zapaść gospodarczą, u której podłoża mają się znaleźć koszty socjalne utrzymania osiadłych w Niemczech wyznawców islamu. Do gorącej dyskusji wokół tej publikacji nawiązują od kilku miesięcy liczne spektakle i wystawy. Twórcy przyglądają się uważnie całemu systemowi kultury publicznej (kogo wyklucza?

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Teatr niemiecki po Thilo Sarrazinie

Źródło:

Materiał nadesłany

Gazeta Wyborcza nr 300 online

Autor:

Joanna Derkaczew

Data:

24.12.2010

Tematy w toku