25.09.2017 Wersja do druku

Teatr jako barykada

Sztuka to konflikt - pod tym stwierdzeniem podpisałaby się znacząca część środowisk artystycznych. Historia kultury jest znaczona manifestami, sporami czy wreszcie skandalami. Te zjawiska nie omijają teatru - pisze Szymon Spichalski w Więzi.

Już pół tysiąca lat przed Chrystusem Frynichos zmuszony był bronić swojego "Zdobycia Miletu" przed władzami Aten. Przedmiotem sporu stała się tematyka dramatu, którym autor przypomniał Grekom o klęsce poniesionej przez nich zaledwie rok wcześniej. Padły wtedy pytania o zasadność pokazywania takich rzeczy na scenie. Podkreślano afirmatywną funkcję, jaką powinna pełnić sztuka. Frynichos żył jednak w czasach, gdy była ona podporządkowana celom państwa. Pisał Herodot: "jakoż ukarano go grzywną tysiąca drachm, ponieważ przypomniał Ateńczykom ich własne nieszczęście, i zarządzono, żeby nikt już tego dramatu nie wystawił". Kolejne wieki upływały wśród podobnych sporów, w których zagadnienia estetyczne mieszały się z politycznymi. Swawolne "Wesele Figara" Beaumarchais'go jest dzisiaj odczytywane jako zapowiedź społecznego buntu, zakończonego Wielką Rewolucją Francuską. W XIX-wiecznej Polsce doszło do ostrych spięć między klasykami a r

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Teatr jako barykada

Źródło:

Materiał nadesłany

Więź nr 3

Autor:

Szymon Spichalski

Data:

25.09.2017

Tematy w toku