Witkacy kończy jedną z "popojek", przyzywa kelnera, płaci, po czym upycha w portfelu nadgryzionego sznycla. Ta oryginalna, ociekająca wieprzowym tłuszczem reszta, nie przeszkadza mu w uprawianiu filozofii. Pisze swe opus maguum - traktat "Pojęcia i twierdzenia implikowane przez pojęcie Istnienia". I tak przez całe życie - nieustanne, swobodne jak u prestidigitatora, oscylowanie pomiędzy mielonym a Ontologią. Wraz z tragiczną śmiercią owe igraszki się nie kończą. Zmieniają jedynie skalę, doprowadzając w 1988 r. do sławetnej kompromitacji wielu wybitnych postaci. Oto w kwietniu postanowiono sprowadzić z Polesia prochy Witkacego, aby pogrzebać je powtórnie na starym cmentarzu w Zakopanem, w mogile tuż obok Jego Matki. Do stolicy Tatr zjeżdża pół świata. Andrzej Dziuk, dyrektor Teatru im. Witkacego, w foyer wystawia dla notabli stoły, trzeszczące pod ciężarem kiełbas. Nobliwy góral, który znał Witkacego, stwierdza wielokrotnie i autorytatywnie, że go
Tytuł oryginalny
Teatr implikowany przez pojęcie czaszki
Źródło:
Materiał nadesłany
Dziennik Polski