31.05.2011 Wersja do druku

Teatr dla dzieci jest do niczego

O ile teatr dla dzieci może nie spełniać żadnych nadrzędnych celów ponad zabawą, to jednocześnie należy pamiętać, że tylko dzieciom teatr może wyrządzić prawdziwą krzywdę - pisze Alicja Morawska-Rubczak w Dwutygodniku.com.

Łódź, Teatr Pinokio. Jeden ze zwykłych poranków, podczas których szkoły wyruszają do teatru. Ja wśród setki dzieciaków. Zaczyna się beznadziejny spektakl "Pinokio" w reżyserii Konrada Dworakowskiego. Ja już wiem, że ta beznadzieja jest grą z konwencją. Dzieciaki jeszcze nie. Wiercą się, szepcą, trochę nudzą. Po chwili głos dorosłego z widowni: "Co wy tu wyprawiacie!? Co to ma znaczyć!? Jak możecie coś tak okropnego pokazywać dzieciom!?" - przerażenie, strach, zaciekawienie! Na widownię wkracza policja, dzieciaki aż kwiczą z radości, gdy mundurowy zaczyna gonić buntującego się delikwenta. W tej samej chwili podnosi się zamykająca tył pudełka sceny kurtyna i ostrym brzmieniem wchodzi zespół, ze świetnym Olkiem Różankiem jako koryfeuszem przedstawienia, na czele tego chóru-zespołu. Rockowo zaaranżowane piosenki stają się interpretacją scen w planie lalkowym i aktorskim. Dzieci je uwielbiają i naprawdę potrafią wsłuchiwać się w ich

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Teatr dla dzieci jest do niczego

Źródło:

Materiał nadesłany

www.dwutygodnik.com

Autor:

Alicja Morawska-Rubczak

Data:

31.05.2011