21.10.2011 Wersja do druku

Tańcz, tańcz, tańcz

O samej Pinie dowiadujemy się niewiele. Pozostaje tajemnicą. Być może to z szacunku dla niej - zawsze stała trochę z boku, zamyślona. Być może Wendersowi zbyt trudno było wniknąć w biografię przyjaciółki tuż po jej śmierci - film "Pina" Wima Wendersa (od dziś na ekranach kin) recenzuje Piotr Guszkowski w Metrze.

Wim Wenders przez lata szukał odpowiedniej formy dla filmu, który chciał nakręcić ze swoją przyjaciółką Piną Bausch. W końcu znalazł rozwiązanie - technologię 3D Niestety, wybitna choreografka zmarła, zanim rozpoczęły się zdjęcia. Jednak reżyser zdecydował się dokończyć projekt. Tak powstała "Pina": epitafium dla artystki, a przede wszystkim - portret jej twórczości. Pina Bausch była takim współczesnym Van Goghiem tańca. Do jej zespołu w Wuppertalu nie mógł się dostać po prostu wybitny tancerz, musiał mieć osobowość, bo Pina z ruchów robiła mistrzowskie widowiska - woda, piasek czy ascetyczne dekoracje były tylko tłem dla niezwykłych emocji, które wykonywali szkoleni przez nią tancerze. A była to szkoła precyzji i ciągłej krytyki, ale wynikającej z geniuszu artystki. Ten film to świadectwo niezwykłej wyobraźni jej i reżysera. Wenders zaprasza widza do świata rytmu, ruchu i emocji z czterech najważniejszych spektakli Tan

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Tańcz, tańcz, tańcz

Źródło:

Materiał nadesłany

Metro online

Autor:

Piotr Guszkowski

Data:

21.10.2011

Tematy w toku