Emeryt do wzięcia. Pożegnał się ze Starym Teatrem i szuka nowych wyzwań. Może zacznie coś tworzyć na poważnie? Fraszki albo wierszyki. Ma już cały stos zapisanych kartek, które do tej pory - jak mówi - POWSTAWAŁY "AD HUK"
Po dyplomie Tadeusz Huk dostał angaż w Teatrze im. Słowackiego. Kiedy omawiał szczegóły z dyrektorem Dąbrowskim, usłyszał: - Rany boskie, to myśmy kota w worku kupili. Łysy amant! Jak się Panu odchodziło ze Starego Teatru na emeryturę? - Przecież to normalne. Wiedziałem, że się zbliża. Pod koniec ubiegłego roku usiłowałem się dowiedzieć od dyrektora, gdzie widzi mnie w teatrze. Po krótkiej rozmowie doszedłem do wniosku, że jestem niepotrzebny. Odszedłem. I może dobrze się złożyło, bo to już nie jest teatr dla mnie. Koledzy namawiali, żebym poczekał na jubileusz 45-lecia. Ale co mi z niego, skoro miałbym dyskomfort jako człowiek i jako artysta. Nie chciałem czekać na kolejny spektakl, z którego będę musiał z jakichś powodów rezygnować. Z jakich powodów wycofał się Pan z "Pocztu Królów Polskich"? - Proszę, niech mnie pan nie namawia, bym marudził. W Starym Teatrze przez 44 lata zrezygnowałem z udziału w dwóch sztu